TUNIA

Napisany przez identek . W dziale Galeria

SUCZKA „TUNIA” OK. 3 LATA 616004900210003
WIELKOŚĆ: ŚREDNIA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BOKS: C-4
 
„Dzień dobry,
11 kwietnia znaleziono mnie błąkającą się na działkach ogrodniczych w Gdańsku – Jasieniu. Trafienie tutaj spowodowało u mnie ogromne załamanie psychiczne. Na każdą sytuację stresującą reagowałam (i jeszcze reaguję) koszmarnym lękiem. Nieufne spojrzenie, skulona sylwetka i albo ucieczka do budynku, ewentualnie trzymanie człowieka na dystans i obserwowanie jego poczynań, żeby móc jak najszybciej uciec. Za tym oczywiście szedł brak apetytu więc  schudłam. Przerażał mnie hałas jaki panuje w tym miejscu i te wszystkie psy, które miałam w zasięgu wzroku. Trudno było się ze mną skomunikować ludziom. Aż pojawił się człowiek, który nie „odpuścił”, który zrozumiał, że tak naprawdę bardzo potrzebuję ludzkiego wsparcia, żeby choć trochę odzyskać równowagę psychiczną, tylko trudno jest mi przełamać tak ogromny lęk. I udało się, chociaż  generalnie to jeszcze daleko do pełnej otwartości na innych. W zasadzie z póki co to tylko z tym przewodnikiem szybko nawiązaliśmy pełny kontakt i jemu już udzieliłam ogromnego kredytu zaufania. Ale to pewnie tylko kwestia czasu. Okazało się, że ktoś poświęcił sporo czasu na ułożenie mnie. Reaguję na i wykonuję takie komendy jak: „siad”, „waruj”,”leżeć”, „zostań”, „równaj”. Przy aportowaniu na komendę „oddaj” robię to bez zastanowienia. Chodzenie na smyczy idealne. Żadnego szarpania, ciągania, do korekty wystarczy właśnie „równaj”. Zaufana osoba może spokojnie „grzebać” mi w misce z jedzeniem :) . Zabiegi weterynaryjne nie budzą oczywiście mojego entuzjazmu, ale pod nadzorem opiekuna i w jego obecności znoszę je spokojnie i bez większych sensacji. Ubieranie i noszenie kagańca w sytuacjach tego wymagających (np. weterynarz) nie stanowi żadnego problemu. Przebywanie w pomieszczeniach, chodzenie po schodach, kafelkach nie robi wrażenia. Koty spotkane w korytarzu biura wzbudziły tylko umiarkowane zainteresowanie. Do auta wsiadam bez najmniejszych oporów. Także przejeżdżające samochody podczas spacerów nie robią na mnie większego wrażenia.  Niestety okazało się, że chyba niekoniecznie lubię zostawać sama. W takiej sytuacji w ciągu kilku minut udało mi się trochę narozrabiać :) . Pani weterynarz podczas zabiegu sterylizacji stwierdziła, że już wielokrotnie rodziłam. Chyba szybciej nabieram zaufania do mężczyzn niż kobiet, ale to może być mylne wrażenie. Z dziećmi nie było póki co szans na jakikolwiek kontakt. Owszem w kojcu mieszkała z drugim psem, ale to było w okresie bardzo silnego stresu i nie w głowie było mi pokazywać jaki ma do niego stosunek. Pewnie, że potrzebuję spokojnego stabilnego domu, ale mój proces adopcyjny z pewnością nie będzie kwestią jednego dnia.” Pozdrawiam, Tunia.

 

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.