Informujemy, że do naszego Schroniska trafiają z terenu Gdańska tylko wolnobytujące koty chore i potrącone. Zapraszamy do ich adopcji mając jednocześnie świadomość, że są to zwierzęta po przejściach często nie w pełni sprawne. Z naszej strony zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań aby koty szybko wracały do pełni sił.

OLIWKA

KOTKA OLIWIA OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
 
“Mówią tu na mnie Oliwka i choć w życiu nie widziałam oliwek, to ponoć mam takie oliwkowe oczy, hipnotyzujące i mądre. W papierach mam też drugie imię – Otylia, że to niby znaczy wojowniczka. No z tym to się zgadzam w 100%. Świetnie sobie radziłam jako dokarmiana kotka wolno bytująca, aż w 2015 roku jakiś człowiek z samochodem na mnie wpadł.Ta przeklęta kraksa z autem spowodowała, że mam częściowo uszkodzony rdzeń kręgowy i nie kontroluję wypróżniania, czyli mówiąc wprost – jeśli zrobię wam kupę na dywanie, nie możecie mieć do mnie pretensji. To naprawdę nie ode mnie zależy. Ciężko mi też ubrać pieluchę, bo w wypadku straciłam ogon, ale może dałabym się namówić na to w warunkach domowych. Z dobrych wieści to powiem wam, że wypadek nie wpłynął znacząco na moją motorykę. Uwielbiam spacery, instynkt łowny aktywizuje mi się na widok ptaka czy muchy no i świetnie chodzę na szelkach. W tym to jestem totalną gwiazdą. Ludzie ze schroniska są tacy tym zachwyceni, że zabierają mnie na wszystkie niemal akcje promocyjne, gdzie nie straszny mi przejazd samochodem, tłum ludzi, czy otwarta przestrzeń. Dzięki temu pomogłam znaleźć domy wielu moim psim i kocim kompanom. Chyba zgodzicie się więc, że teraz czas na mnie? Siedząc tak i obserwując świat z tej kociej klatki stwierdzam, że lubię ludzi. Nie na tyle, by pakować im się na kolana czy o zgrozo pozwolić się nosić i głaskać kiedy i gdzie tylko sobie wymyślą, ale lubię pieszczoty i głaski i często sama się ich zdecydowanie domagam. Tylko miej człowieku trochę wyczucia i jak machnę ci łapą ostrzegawczo, to wiedz, że już wystarczy. Inne koty mnie trochę denerwują, fukam na nie, ale nie rzucam się, bo przecież mam swoją godność. Psy to zło – ale nie patyczkuję sie z nimi, cios w nos i relacje ustawione. W sumie to tyle w swoim krótkim życiu przeżyłam i tak szybko adaptuję się do nowych warunków, że pewnie odnalazłabym się zarówno w domu z ogrodem, jak i w mieszkaniu, gdzie część czasu musiałabym być w kojcu. Jeśli macie jakąś willę w Hiszpanii lub innym ciepłym kraju, jadę w ciemno, bo uwielbiam się wygrzewać, tarzać w piachu, podgryzać trawkę i leniuchować w słońcu. Ale tak zupełnie poważnie, to szukam po prostu kochającego domu i człowieka, który ma wielkie serce do zwierzaków, dla których los i inni ludzie nie byli łaskawi. Zapraszam do schroniska, znajdziecie mnie w biurze.”
Pozdrawiam, Oliwka.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska
Adopcja po konsultacji ze schroniskowym lek. wet.

DENIS

KOCUR DENIS OK. 2 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA:TAK
TESTY FIV, FELV: NEGATYWNE
BIURO

Krótka ściąga:
-    kocha czułości

-    pełen energii

-    bardzo inteligentny


 

No witam, jestem Dennis. Czy Rozrabiaka? Oj tam, oj tam! Troszkę może, bo żywy ze mnie i ruchliwy gość. Nie dla mnie klatka! Nie dla mnie ograniczenia i limity! Ciekawość świata i ludzi gna mnie do przodu, ku nowym, nie odkrytym jeszcze przez moje pręgowane łapki terenom. Jestem jednak chłopak ogarnialny, szelki sobie chętnie ubiorę, tak bym mógł pozostawać pod troskliwą, a jakże, kontrolą.

A przede wszystkim to ja jestem, proszę Was, mega inteligentny gość. Tylko wystarczy zerknąć na moją burą mordę, by zrozumieć, jak pod pręgowanym łebkiem nieustannie obracają się sprawne trybiki. Gdybym ja tylko umiał mówić, ach, ile rzeczy mógłbym Wam opowiedzieć! Tymczasem musi mi wystarczyć koci język pełen wyraźnych sygnałów i czułych gestów przywiązania. Nim też się sprawnie posługuję! Moje “baranki” nie maja sobie równych. Ocieram się łebkiem o Twoją twarz i dłonie z pasją i zaangażowaniem. Nikt tak jak ja nie obraca się na plecki, okazując puchaty brzuszek i wystawiając łapki do góry. Z tych emocji potrafię leciutko podgryzać, ale bez obaw, nikomu krzywdy nie zrobię, mówiłem już, że jestem kumaty? No właśnie.

Z poprzednich, nie najlepszych czasów, został mi uraz miednicy. Miałem wybity staw biodrowy, ale teraz chodzę juz sprawnie i z wyraźną radością, bez bólu. Wysokie skoki to jednak raczej nie dla mnie i dla mojego dobra nie należy mnie do nich zachęcać.  Wspominałem już, że jestem niegłupi? Chyba tak, nie? Sam sobie więc ustawiam własne możliwości ruchowe i raczej czuję, co mogę, a czego nie mogę. Jestem gigantycznym, bardzo kontaktowym miziakiem, kandydatem na świetnego przyjaciela na dobre i złe. Gwarantuję,  że ze mną nikt nie będzie sie nudził! Nigdy!


 

Opis przygotowany przez wolontariat

MISIA

KOTKA MISIA OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
WETERYNARIA

Krótka ściąga:
-         przyjazna i cierpliwa
-         przyzwyczajona do warunków domowych
-         pogodna
-         testy FIV/FELV: negatywne

“Dzień dobry, mam na imię Misia i przebywam tutaj od czerwca. Niestety, moja opiekunka z uwagi na chorobę nie mogła juz sprawować nade mną opieki i dlatego wraz z moim kocim kolegą zmuszeni byliśmy do przeprowadzki tutaj. Trudno oczekiwać, byśmy byli tym faktem zachwyceni, ale ja przynajmniej staram się trzymać fason i nie tracić nadziei, że schronisko to jednak tylko stacja przesiadkowa pomiędzy starym i nowym życiem,

Ja widać na zdjęciach, mam piękne, gęste czarne futerko, które jednak wymaga pielęgnacji. Trafiłam tu ze strasznymi kołtunami, które na szczęście udało się wyczesać. Podczas całej tej procedury (półtorej godziny gmerania grzebieniem po mojej sierści!) byłam cierpliwa i znosiłam pokornie te wszystkie zabiegi. Dopiero na sam koniec (no, święty by nie wytrzymał, nie?) dałam wyraźnie znać wolontariuszce, żeby zabrała to ustrojstwo, bo naprawdę się pogniewamy.

Widać po mnie, że całymi latami byłam domowym kotem. Może trochę zaniedbanym, ale jednak przyzwyczajonym do zamkniętych pomieszczeń, garnącym się do ludzi. Kiedy podczas czesania przebywałam w pokoju socjalizacyjnym wolontariuszy, to jako jedyny do tej pory kot od razu skorzystałam ze stojącej tam kuwetki. No bo co, pomyślałam. Jest cywilizacja? Jest cywilizacja. To głupi by nie skorzystał, nie?  Nie ukrywam, że chętnie wróciłabym do tej cywilizacji, w sensie – nie tylko do czystej kuwety, ale do innych rzeczy, które kojarzą mi się z domem. Mam nadzieję, że to się wkrótce stanie i że przyjedziesz tutaj po mnie. Koniecznie z transporterem, bo ja już wiem, że tak trzeba przewozić koty i bardzo chętnie do niego wchodzę. Zwłaszcza jak miałby mnie stąd zabrać do nowego życia.” Pozdrawiam, Misia.


Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

 

PANDEK

KOCUR “PANDEK” OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA

Krótka ściąga:
-         przyjazny miziak
-         spokojny i bardzo cierpliwy
-         stosunek do innych kotów: pozytywny
-         testy FIV/FELV: negatywne

“Cześć! Jestem szczerym i bezpośrednim kotem i w bawełnę owijał nie będę: szukam ciepłej, altruistycznej osoby, która chciałaby pomóc potrzebującemu kotu. Takiej, co patrzy sercem, a potem dopiero oczami. Szukam kogoś, kto po prostu pragnie przyjaciela na deszczowe popołudnia i zimowe wieczory. I wie, że taki przyjaciel niekoniecznie musi być młody i śliczny, i że przyjaźń i oddanie mierzy się nie potarganym futerkiem czy zakatarzonym noskiem, a po prostu – sercem.
Moja historia to smutny banał samotnego kota. Mówią, że pochodzę gdzieś z Jasienia, i to już prawie rok, jak trafiłem tu na leczenie. Byłem w złym stanie, chory i zmęczony. Mówią, że być może byłem wolnobytującym kotem, ale na ile to bytowanie było rzeczywiście “wolne”, to nie jestem pewny. Może przedtem zostałem wyrzucony, albo się zgubiłem? I już nikt mnie nie odnalazł? Co by nie mówić, w pomieszczeniu zamkniętym zachowuję się jak domowy kot. Jestem niezwykle serdecznym, przylepnym i miziastym stworzeniem. Strzelam baranki, jak tylko przybliżysz głowę. Bez problemu wchodzę do transportera, można mi nałożyć szelki, dam się też wziąć na ręce, choć to ostatnie akurat, przyznam, bez większego entuzjazmu. Bardzo grzecznie i cierpliwie znoszę też zabiegi pielęgnacyjne, przede wszystkim czyszczenie noska. Cierpię bowiem na przewlekły nieżyt dróg nosowych, na tyle długo trwający, że mam podobno już zwyrodnieniowe zmiany w obrębie nosa. Zresztą, więcej na ten temat powie Ci nasza Pani Doktor. To smarkanie i kichanie pewnie będzie mi już towarzyszyć do końca moich dni, ale w domu jakoś chyba łatwiej będzie przypilnować tych moich nieszczęsnych smarków.
Obecnie mieszkam w wolierze i choć nie narzekam na brak kociego towarzystwa (dobrze żyję z moimi pobratymcami), to jestem, kurczę, samotny. Brak mi człowieka. Takiej ręki co przytuli, dobrej karmy nasypie, nosek wytrze, podrapie za uszkiem. Mam już swoje lata, sporo przeszedłem, chciałbym wytchnienia i spokojnego życia u kogoś fajnego, kto mnie pokocha. Wolontariuszki są nawet ok, ale to jednak nie to, co prawdziwy Dom. No, nie to.” Pozdrawiam, Pandek.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

MANGA

KOTKA MANGA OK. 1 ROK
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

Krótka ściąga:

 - młodziutka - żywa, skłonna do zabawy

 - kocia gaduła

 - testy FIV, FELV – negatywne


“Cześć, jestem Manga.

Trafiłam do schroniska w maju tego roku. Pochodzę z Osowy (a może z Osowej, wybaczcie kotu, nie umiem spamiętać odmiany), miałam na sobie przeciwpchelną obróżkę. Niestety, nikt o mnie nie pytał, nikt mnie nie szukał. No to zostałam, co było robić. Wysterylizowano mnie tutaj (za co wdzięcznam ogromnie, moi poprzedni opiekunowie jakoś nie wzięli tej opcji pod uwagę) i przekazano do biura z uwagą “szukamy nowego domu”. No to szukamy! Ja sama też szukam, a że bierność nie leży w mojej naturze, to pomogę w opisie. Otóż: jestem drobniutka jak kocię i jak kocię radosna i żywiołowa. Zabawa to moja wielka potrzeba, to mus. tarzam się, podrzucam zabawkowe myszki, gonię za piórkiem aż do utraty tchu. Pozwalam się brać na ręce i głaskać, lubię też siedzieć na kolanach. Kiedy jednak trzymasz mnie za długo, wbrew mojej woli, bo akurat mam ochotę na inne aktywności, to uwaga, ostrzegam, mogę cię ostrzegawczo pacnąć łapą.

Jestem typem gaduły, lubię zagadać i pomiauczeć do człowieka, nie jestem typem milczka. W moim nowym domu na pewno będzie mnie słychać! Co do innych kotów, to nie umiem na 100% powiedzieć, czy i jak ułożę sobie relacje z ewentualnymi rezydentami. Tutaj nie przepadam za kocim towarzystwem. Każdą mijaną klatkę (gdy wolontariuszka niesie mnie na rękach) “pozdrawiam” (nie)uprzejmym syczeniem. Ale – jestem jeszcze młoda, trochę zestresowana tutejszymi warunkami, to na pewno ma wpływ na moje zachowanie. Nie wykluczam, że przy umiejętnie prowadzonej według wszelkich reguł socjalizacji z izolacją, jakoś sie z kocim kumplem dogadam.

To jak będzie? Ja tu bardzo usilnie na Ciebie czekam! Zapraszam do odwiedzin i przygarnięcia mnie.” Pozdrawiam, Manga.


Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

 

ESTER

KOTKA ESTER OK. 6 LAT
STERYLIZACJA: TAK
SZCZEPIENIA:TAK
BIURO
(TESTY : FIV -FELV UJEMNE)
 
“Prosi kot i prosi, i doprosić się nie może. Mówiłam moim wolontariuszkom, żeby napisały o mnie wreszcie parę słów. A one na to, że wciąż myślą. Że zdania do kupy składają.  Że to nie tak łatwo, kiedy się kocha (niby mnie),  że uczucia przytrzymują uparte pióro w miejscu i nic spod niego wyjść nie chce.
 
 
Ech, sentymentalne niezdary! Nic to, kazał pan, musiał sam. Kot się zbierze, kot pomyśli, kot sam napisze. Więc tak: mam na imię Ester, ale Niezdary tytułują mnie Królową. Nie, wcale nie dlatego, bym była dominująca i lubiła rządzić. Jestem dość płochliwa, a od innych kotów zbierałam raczej cięgi niż przyjmowałam hołdy.  Jest natomiast we mnie coś królewskiego, wiecie, w sensie godności. Coś w spojrzeniu, w postawie, co wymusza szacunek i podziw. Niezdary mówią, że ilekroć wchodziły do woliery (gdzie przebywałam przez ostatnie dwa lata), to przede wszystkim widziały mnie, moją intensywną osobowość i uważne spojrzenie.  Dziś juz nie przebywam w wolierze. Mieszkam w biurze, ale żeby mogło do tego dojść trzeba było dwóch lat pracy nade mną. Pracy nad moim strachem, przełamywaniem obaw, łagodzeniem rozdrażnienia i nerwowości.
 
 
Jaka jestem? Niezdary twierdzą, że bardzo inteligentna i spostrzegawcza. Kocham asystować człowiekowi we wszelkich jego aktywnościach.  Czegokolwiek by dziewczyny w wolierze nie robiły – byłam i patrzyłam. Zmieniają posłanka na nowe, czyste i świeże?  Bardzo interesujące, od razu przetestuję.  Robią nowe klapki z wykładziny do domków? Pomogę, chętnie pomogę!  Nowy drapak przyniosły? Melduję się jako pierwsza!  Przy całej mojej inteligencji jestem tez wrażliwa i delikatna. Ustępuję przed prostacką przemocą, więc wolierowe zabijaki miały na mnie używanie.
 
 
Bardzo zależy mi na kontakcie z człowiekiem. Kiedy ktoś podchodzi do mojej klatki, zaraz ożywiam się, wstaję, ocieram łebkiem o pręty. Uwielbiam być głaskana. Nie znoszę jednak przymusu i obawiam się niespodziewanych gestów. Ruszysz ręką za szybko – mogę zinterpretować to jako zagrożenie i pacnąć łapką.  Raczej nie weźmiesz mnie na ręce, chyba, że delikatnie wsuniesz dłonie pod łapki, by przesunąć  mnie z miejsca na miejsce.  Na razie nie dam sobie nałożyć szelek, a weź zapomnij o tym paskudztwie! Do transportera wejdę, ale proszę nie zmuszaj mnie, raczej nakłoń jakimś smaczkiem, czułą perswazją, albo podstępem. Zupełnie dobrze znoszę zabiegi weterynaryjne – golenie łapki i pobieranie krwi do badań. Żadnych pisków, wrzasków, słowo honoru. Ma się w końcu tę godność, nie? Co do zabawy, to może nie uwierzysz -  dopiero się tego uczę. Ale jestem na dobrej drodze i czuję, że bieganie za wędką i toczenie łapką piłeczki może być fajna przygodą.
 
 
Jakiego domu potrzebuję? Przede wszystkim bez innych zwierząt. Nie lubię innych kotów. Psów nie znam, a przy mojej ponadnormatywnej wrażliwości na nowe bodźce może okazać się, że nigdy takiego nie zaakceptuję. Prosiłabym też o dom bez małych dzieci. To za duży żywioł, a ja potrzebuję spokoju, cierpliwości i wyciszenia. Sensowna i odpowiedzialna osoba w wieku nastoletnim – to juz prędzej.  Sugeruję – dla mojego komfortu i Twojej odpowiedzialnej decyzji nastaw sie na kilkukrotne wizyty zapoznawcze, by zyskać moje pełne zaufanie.  Jeśli potrzebujesz pomocy lub masz pytanie, zapytaj proszę którejś z Niezdar. Są jakie są, ale naprawdę mnie znają i kochają.  I podobnie jak ja, marzą o  Najlepszym Domu na Świecie dla mnie. Może właśnie  to Twój Dom?” Pozdrawiam, Ester.

(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

KACPEREK

KOCUR “KACPEREK” OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Dzień dobry,
mam na imię Kacperek. Jestem dość młodym, około 3-letnim kotem, o ciekawym umaszczeniu i zabawną czarną plamką przy nosku. Trafiłem tu w maju 2017 roku, więc już ponad pół roku tu siedzę. Początkowo bardzo byłem wycofany, patrzyłem na ludzi z górnych półek woliery i w ogóle mowy nie było, żebym się integrował. Ale mi przeszło, w końcu ile można się boczyć i izolować? Najpierw zwabiły mnie smakołyki i przysmaczki, a teraz to już i tego nie trzeba. Daję się chętnie głaskać, bez problemu wszedłem do transportera, podczas sesji byłem zaciekawiony i podekscytowany. Z kotami w wolierze mam poprawne relacje, z lekką tendencją do dominacji. Ogólnie – okrzepłem, zmężniałem, przytyłem, przepracowałem swoje lęki i teraz to już nic, tylko tego nowego domu szukać. Czy mam na niego szansę jeszcze przed nastaniem tutaj tej kaszubskiej, srogiej zimy? Oby, bardzo sobie tego życzę. Czekam na Was w kociej wolierze!” Pozdrawiam, Kacperek.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

KAKTUS

KOCUR “KAKTUS” OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Przyszła do woliery, pogłaskała, za uchem podrapała, przyjrzała mi się bliżej i mówi: „Ty jesteś Kaktus”. No zbaraniałem. Nie nadążam za tą dziewczyną, gdzie Kaktus, jaki Kaktus? Miły jestem, “tulaśny”, w ogóle nie “kłujący”. No ale niech jej będzie, takie imię jest wszak lepsze niż żadne. A przybyłem tu do schroniska w maju jako kot bezimienny i bez przeszłości. Ot, taki miejski “bezdomniak”. Pewnie miałem kiedyś swoich ludzi, bo jestem w pełni „obsługiwalny” – rączki, szelki, transporter, te sprawy. Pomieszczenie zamknięte, którego wcześniej nie widziałem, a gdzie miałem sesję zdjęciową też zniosłem spokojnie i z godnością. Ale … zastanawiam się, czy ktoś taki jak ja ma jeszcze szansę na dom: niemłody (dają tu mi tu ok. 6 ), niepiękny (po moich oczach widać przebytą chorobę), z wystającymi trochę górnymi kłami? Do tego czarny, a czarne koty nie cieszą się wśród adoptujących wielkim wzięciem. Ona mi mówi jednak, że jestem fajny i żebym nie tracił nadziei. To nie tracę. I czekam. Pozdrawiam, Kaktus.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

GAMMA

KOTKA GAMMA Ok. 2 LATA
SZCZEPIENIA P. CHOROBOM ZAKAŹNYM: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
“Dzień Dobry!
mieszkam w schroniskowym biurze, ale nie znajdziecie mnie w klatce. Jestem kocim wolnym duchem i przechadzam się swobodnie po budynku i wkoło niego. Szczególnie upatrzyłam sobie pokój wolontariuszy, bo na niczym tak wygodnie mi się nie leży, jak na ciuchach i torbach, które tam zostawiają. Poza tym mogę tam liczyć na głaski i przytulanki, co bardzo lubię, bo absolutnie nie jestem dziką kotką. Wręcz przeciwnie, daję się brać na ręce ( o ile oczywiście nie planuję w danej chwili pilnej eksploracji terenu) i głośno mruczę. Chętnie znajdę prawdziwy dom, ale – uwaga! – mieszkanie w bloku to nie dla mnie. Dom z ogrodem w bezpiecznej okolicy, z możliwością wychodzenia, o tak, to byłoby super! Jeśli ktoś z Was miałby taką możliwość, to chętnie się przeprowadzę.” Pozdrawiam, Gamma.

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.