Informujemy, że do naszego Schroniska trafiają z terenu Gdańska tylko wolnobytujące koty chore i potrącone. Zapraszamy do ich adopcji mając jednocześnie świadomość, że są to zwierzęta po przejściach często nie w pełni sprawne. Z naszej strony zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań aby koty szybko wracały do pełni sił.

MACIEK

KOCUR MACIEK OK 13 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO
(FIV – dodatnie/ FELV- ujemne)
 
” Trzynaście. Podobno pechowa liczba. Aż głupio mi ja Wam tu wymiauczeć, w obawie, że Was ona przestraszy. Zrazi. Zniechęci. Sprawi, że skierujecie swoje kroki gdzie indziej, nie do mnie, a ja tylko będę mógł popatrzeć w Waszą stronę ze smutkiem i rezygnacją.Trzynaście – tyle mam lat. Kiepska reklama, nie? Do tego, jak na zdjęciach widzicie, dysponuję tylko jednym okiem do patrzenia (drugie sie popsuło i je tu mnie usunęli), a (czego juz na zdjęciach nie widzicie, bo i jak) zębów w paszczęce także mi niewiele pozostało. Do tego, jakby mało było atrakcji, testy wykazały obecność wirusa FIV – nabytego niedoboru immunologicznego kotów.Ale, ale! Myślicie, że będę sie tu uskarżał i beczał?  A guzik! Metryka sobie, a Maciek sobie. I to Maciek jest górą, a nie jakieś papiery. Bo jeśli o duszę chodzi, to duszę mam młodą, prężną, bujną i soczystą! Energii, radości życia i temperamentu mi nie brakuje. Po pierwsze, kocham polowanko, no kocham! Prawdziwy tygrys ze mnie. Jednooki tygrys, ale to mi nie przeszkadza – tak szybko spinam się do skoku i taki jestem skuteczny w zabawie z wędką, ze nigdy byście nie uwierzyli, ze juz tyle latek na karku noszę.

Po drugie, bardzo lubię spacery, daję sobie nakładać szelki i pięknie w nich chodzę. Co do psów, to juz z daleka na ich widok prężę grzbiet i stroszę futro. Trochę żyję na tym świecie i obawiam się sie tych dużych szczekających stworzeń (choć sam też jestem niemały). W zabawie bardzo się nakręcam, potrzebuję czymś zająć łapy i lepiej, żeby tym czymś nie była Twoja ręka. Myszka, zabawka, wędka, piórka, o bardzo chętnie! Oczywiście daję się brać na ręce i głaskać. Z uwagi na ograniczone pole widzenia proponuję jednak nie wykonywać przy mnie szybkich i gwałtownych ruchów, bo mogę sie przestraszyć.

Po trzecie, FIV to nie wyrok. Trochę bardziej mogę być podatny na różne choroby, i tyle. Właściwa opieka, dobre żywienie i prawidłowa opieka weterynaryjna powinny sprawić, że będę funkcjonował niemal jak całkiem zdrowy kot.

Może ja i senior, nie najzdrowszy przy tym, do tego wariatuńcio. Ale łypię na Was z nadzieją tym moim jednym okiem – że komuś się spodobam, że właśnie takiego Maćka chce ….” Pozdrawiam, Maciek.

(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

KEFIR

KOCUR KEFIR OK. 2 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO
 
 
“Dzień dobry Wszystkim, jestem Kefir! Już mi te papużki, co w biurze mieszkają, naćwierkały, ze ho, ho, stary, być białym kotem, to jak los na loterii wygrać! Ludzie kochają białe koty! Biały kot to jak biały kruk prawie, jak inkluzja w bursztynie, no rzadkość godna pożądania! A już tym bardziej, jak się jest młodym, niespełna 2-letnim kocurkiem, do tego miłym, radosnym, przyjaznym i ciekawskim, to już w ogóle.Fakt, jestem piękny i przyciągam spojrzenia, jestem tego świadom. Mam dużo energii, potrzebuję sporo ruchu i człowieka, który znajdzie czas na zabawę ze mną (nawiasem mówiąc, kocham  kocimiętkę, a myszką wykonaną z tej niezwykle atrakcyjnej substancji mogłem się bawić do upojenia). Jestem ciekawski, nowe pomieszczenia zwiedzam i od razu obwąchuję, nie wykazuję lęku. Lubię być brany na ręce, ale najpierw wolałbym mieć możliwość wybawienia się, bo inaczej mogę być lekko zirytowany. Pamiętaj – jestem młodym, żywiołowym kotem i potrzebuję zabawy i rozrywki. Nie jestem kandydatem na atrakcyjną, nieruchomą,  białą ozdobę Twojej kanapy, to nie dla mnie.

Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że choć piękny i przyjazny, to mam pewne problemy zdrowotne. Najlepiej Ci o nich opowie Pani Doktor, ja wiem tylko,  że miewam problemy ze skórą. Jeśli zdecydujesz się mnie przygarnąć, weź pod uwagę, że najpewniej będę potrzebował stałej i systematycznej kontroli lekarskiej, przynajmniej przez jakiś czas. To tak wiesz, w kontekście “bezproblemowej poduszki” na fotel czy kanapę. Na wszelki wypadek mówię, że tak nie jest, i liczę, ze zrozumiesz, i że zadbasz o mnie jak należy. Bo, że przyjedziesz tu, i to już niedługo, to w ogóle nie wątpię! I czekam na Ciebie, każdego dnia!” Pozdrawiam, Kefir.

Adopcja po konsultacji z lekarzem weterynarii schroniska

(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

SONIA

KOTKA SONIA OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
(FIV/FELV – negatywne)
 
“Dzień dobry, jestem Sonia! Do schroniska trafiłam jeszcze zimą z moją koleżanką Simbą. Simba juz dawno cieszy się nowym domem, a mnie tu jakoś trochę zeszło.A taka ze mnie cudna kotka!  Uroda niby zwykła, ot taka dachowcowa burasia, ale zobaczcie tylko te rude akcenty w mojej sierści! A jaka jestem fotogeniczna!  Usposobienie też mam cudne, tak tu mówią. Na pozór nieśmiała i wycofana, trochę stresuję się nowym miejscem i staram się ukryć, gdy do niego trafię. Przyjacielska i kochana jednak ze mnie istota. Uwielbiam pieszczoty, a na rękach to bym u człowieka cały czas siedziała. Nic, tylko mnie nosić i nosić.  Chętnie tez siedzę u człowieka na ramieniu, fajnie tam jest, wygodnie, no i widok niczego sobie. Grzecznie pakuję siędo transportera, szelki dam sobie nałożyć, choć z chodzeniem na nich to już, jak mówią, różnie bywa. Ale ja się szybko uczę i na pewno przywyknę.Jestem jeszcze młodą, trzyletnią koteczką. Całe życie przede mną. I to całe życie chciałabym spędzić u kogoś fajnego i kochanego, co da mi ciepło, miłość i dom. Komu będę mogła zaufać. Na kogoś takiego czekam w biurze.” Pozdrawiam, Sonia.

(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

ESTER

KOTKA ESTER OK. 6 LAT
STERYLIZACJA: TAK
SZCZEPIENIA:TAK
BIURO
(TESTY : FIV -FELV UJEMNE)
 
“Prosi kot i prosi, i doprosić się nie może. Mówiłam moim wolontariuszkom, żeby napisały o mnie wreszcie parę słów. A one na to, że wciąż myślą. Że zdania do kupy składają.  Że to nie tak łatwo, kiedy się kocha (niby mnie),  że uczucia przytrzymują uparte pióro w miejscu i nic spod niego wyjść nie chce.
 
 
Ech, sentymentalne niezdary! Nic to, kazał pan, musiał sam. Kot się zbierze, kot pomyśli, kot sam napisze. Więc tak: mam na imię Ester, ale Niezdary tytułują mnie Królową. Nie, wcale nie dlatego, bym była dominująca i lubiła rządzić. Jestem dość płochliwa, a od innych kotów zbierałam raczej cięgi niż przyjmowałam hołdy.  Jest natomiast we mnie coś królewskiego, wiecie, w sensie godności. Coś w spojrzeniu, w postawie, co wymusza szacunek i podziw. Niezdary mówią, że ilekroć wchodziły do woliery (gdzie przebywałam przez ostatnie dwa lata), to przede wszystkim widziały mnie, moją intensywną osobowość i uważne spojrzenie.  Dziś juz nie przebywam w wolierze. Mieszkam w biurze, ale żeby mogło do tego dojść trzeba było dwóch lat pracy nade mną. Pracy nad moim strachem, przełamywaniem obaw, łagodzeniem rozdrażnienia i nerwowości.
 
 
Jaka jestem? Niezdary twierdzą, że bardzo inteligentna i spostrzegawcza. Kocham asystować człowiekowi we wszelkich jego aktywnościach.  Czegokolwiek by dziewczyny w wolierze nie robiły – byłam i patrzyłam. Zmieniają posłanka na nowe, czyste i świeże?  Bardzo interesujące, od razu przetestuję.  Robią nowe klapki z wykładziny do domków? Pomogę, chętnie pomogę!  Nowy drapak przyniosły? Melduję się jako pierwsza!  Przy całej mojej inteligencji jestem tez wrażliwa i delikatna. Ustępuję przed prostacką przemocą, więc wolierowe zabijaki miały na mnie używanie.
 
 
Bardzo zależy mi na kontakcie z człowiekiem. Kiedy ktoś podchodzi do mojej klatki, zaraz ożywiam się, wstaję, ocieram łebkiem o pręty. Uwielbiam być głaskana. Nie znoszę jednak przymusu i obawiam się niespodziewanych gestów. Ruszysz ręką za szybko – mogę zinterpretować to jako zagrożenie i pacnąć łapką.  Raczej nie weźmiesz mnie na ręce, chyba, że delikatnie wsuniesz dłonie pod łapki, by przesunąć  mnie z miejsca na miejsce.  Na razie nie dam sobie nałożyć szelek, a weź zapomnij o tym paskudztwie! Do transportera wejdę, ale proszę nie zmuszaj mnie, raczej nakłoń jakimś smaczkiem, czułą perswazją, albo podstępem. Zupełnie dobrze znoszę zabiegi weterynaryjne – golenie łapki i pobieranie krwi do badań. Żadnych pisków, wrzasków, słowo honoru. Ma się w końcu tę godność, nie? Co do zabawy, to może nie uwierzysz -  dopiero się tego uczę. Ale jestem na dobrej drodze i czuję, że bieganie za wędką i toczenie łapką piłeczki może być fajna przygodą.
 
 
Jakiego domu potrzebuję? Przede wszystkim bez innych zwierząt. Nie lubię innych kotów. Psów nie znam, a przy mojej ponadnormatywnej wrażliwości na nowe bodźce może okazać się, że nigdy takiego nie zaakceptuję. Prosiłabym też o dom bez małych dzieci. To za duży żywioł, a ja potrzebuję spokoju, cierpliwości i wyciszenia. Sensowna i odpowiedzialna osoba w wieku nastoletnim – to juz prędzej.  Sugeruję – dla mojego komfortu i Twojej odpowiedzialnej decyzji nastaw sie na kilkukrotne wizyty zapoznawcze, by zyskać moje pełne zaufanie.  Jeśli potrzebujesz pomocy lub masz pytanie, zapytaj proszę którejś z Niezdar. Są jakie są, ale naprawdę mnie znają i kochają.  I podobnie jak ja, marzą o  Najlepszym Domu na Świecie dla mnie. Może właśnie  to Twój Dom?” Pozdrawiam, Ester.

(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

FIKUS

KOCUREK “FIKUS” OK. 6 M-CY
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO
 
“No dzień dobry, cześć i czołem! Miałem pozować do fotki z moim towarzyszem i przyjacielem Frankiem, ale on się wstydził i nie chciał. “No, nie wygłupiaj sie, stary, nie pękaj” – mówiłem mu, ale on że nie i nie. No trudno. Jesteśmy dla siebie jak bracia, więc będę mówił za nas obu. W końcu to ja jestem ten odważniejszy. Trafiliśmy tutaj do schroniska jako dwa małe grzdyle, trochę dzikawe, przestraszone i chorujące. Długo się leczyliśmy na różne przypadłości , ale teraz jesteśmy już obaj gotowi do adopcji – i fizycznie, i psychicznie. Najchętniej poszlibyśmy do domu razem, bo bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. Wspólnie się bawimy, śpimy przytuleni, a ile bezsennych godzin spędziliśmy na pogawędkach na uszko, jak to nam będzie w tym nowym domu, to już nikt nie zliczy! Jesteśmy pięknymi, młodymi, uroczymi kotami – ja jestem, jak widzicie, niemal całkowicie czarny, a Franuś pochlapał sobie chyba czymś futerko, bo ma biały elegancki żabocik i takież buciki. Wspaniale reagujemy na ludzi, na inne koty, najpewniej dogadamy się także z psami, bo mamy tu styczność ze szczekającymi towarzyszami. Przepiękny z nas duecik, a gwarantuję, ze w nowym, oby wspólnym, domu mój kompan Franuś się ogarnie i ośmieli. Już moja w tym głowa! To co? Czekamy na Was!” Pozdrawiam, Fikus.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

KACPEREK

KOCUR “KACPEREK” OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Dzień dobry,
mam na imię Kacperek. Jestem dość młodym, około 3-letnim kotem, o ciekawym umaszczeniu i zabawną czarną plamką przy nosku. Trafiłem tu w maju 2017 roku, więc już ponad pół roku tu siedzę. Początkowo bardzo byłem wycofany, patrzyłem na ludzi z górnych półek woliery i w ogóle mowy nie było, żebym się integrował. Ale mi przeszło, w końcu ile można się boczyć i izolować? Najpierw zwabiły mnie smakołyki i przysmaczki, a teraz to już i tego nie trzeba. Daję się chętnie głaskać, bez problemu wszedłem do transportera, podczas sesji byłem zaciekawiony i podekscytowany. Z kotami w wolierze mam poprawne relacje, z lekką tendencją do dominacji. Ogólnie – okrzepłem, zmężniałem, przytyłem, przepracowałem swoje lęki i teraz to już nic, tylko tego nowego domu szukać. Czy mam na niego szansę jeszcze przed nastaniem tutaj tej kaszubskiej, srogiej zimy? Oby, bardzo sobie tego życzę. Czekam na Was w kociej wolierze!” Pozdrawiam, Kacperek.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

KAKTUS

KOCUR “KAKTUS” OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Przyszła do woliery, pogłaskała, za uchem podrapała, przyjrzała mi się bliżej i mówi: „Ty jesteś Kaktus”. No zbaraniałem. Nie nadążam za tą dziewczyną, gdzie Kaktus, jaki Kaktus? Miły jestem, “tulaśny”, w ogóle nie “kłujący”. No ale niech jej będzie, takie imię jest wszak lepsze niż żadne. A przybyłem tu do schroniska w maju jako kot bezimienny i bez przeszłości. Ot, taki miejski “bezdomniak”. Pewnie miałem kiedyś swoich ludzi, bo jestem w pełni „obsługiwalny” – rączki, szelki, transporter, te sprawy. Pomieszczenie zamknięte, którego wcześniej nie widziałem, a gdzie miałem sesję zdjęciową też zniosłem spokojnie i z godnością. Ale … zastanawiam się, czy ktoś taki jak ja ma jeszcze szansę na dom: niemłody (dają tu mi tu ok. 6 ), niepiękny (po moich oczach widać przebytą chorobę), z wystającymi trochę górnymi kłami? Do tego czarny, a czarne koty nie cieszą się wśród adoptujących wielkim wzięciem. Ona mi mówi jednak, że jestem fajny i żebym nie tracił nadziei. To nie tracę. I czekam. Pozdrawiam, Kaktus.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

OLIWIA

KOTKA OLIWIA OK. 1 ROK
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
“Witam! W schronisku jestem od połowy czerwca tego roku. Trafiłam tu z ul. Oliwskiej. Niestety uległam wypadkowi komunikacyjnemu co skutkowało ciężkim urazem miednicy i rdzenia kręgowego. Ten uraz spowodował częściową utratę czucia w tylnych kończynach, oraz zaburzenia w funkcjonowaniu świadomości wypróżniania się. Ja nie mogę powiedzieć, że potrafię zachować czystość, ale to niestety nie jest zależne ode mnie. Mam za to cudowny charakter. Spokojna, “miziasta”, cierpliwa i bardzo łaknąca kontaktu z ludźmi. Niekoniecznie odpowiada mi kontakt z psami. Nieźle też poruszam się. wiem, że “popsute” zwierzęta mają znacznie mniejsze szanse na znalezienie nowego domu, ale przecież nie po to tak długo ja i schroniskowy lekarz weterynarii walczyliśmy o jak najlepszy stan mojego zdrowia, żeby teraz resztę życia spędziła w schroniskowej klatce. Danie mi domu z pewnością dla nowych opiekunów będzie wyzwanie, ale ja się odwdzięczę swoim serduchem i przyjaźnią.” Pozdrawiam Oliwia.
Adopcja po konsultacji ze schroniskowym lek. wet.

GAMMA

KOTKA GAMMA Ok. 2 LATA
SZCZEPIENIA P. CHOROBOM ZAKAŹNYM: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
“Dzień Dobry!
mieszkam w schroniskowym biurze, ale nie znajdziecie mnie w klatce. Jestem kocim wolnym duchem i przechadzam się swobodnie po budynku i wkoło niego. Szczególnie upatrzyłam sobie pokój wolontariuszy, bo na niczym tak wygodnie mi się nie leży, jak na ciuchach i torbach, które tam zostawiają. Poza tym mogę tam liczyć na głaski i przytulanki, co bardzo lubię, bo absolutnie nie jestem dziką kotką. Wręcz przeciwnie, daję się brać na ręce ( o ile oczywiście nie planuję w danej chwili pilnej eksploracji terenu) i głośno mruczę. Chętnie znajdę prawdziwy dom, ale – uwaga! – mieszkanie w bloku to nie dla mnie. Dom z ogrodem w bezpiecznej okolicy, z możliwością wychodzenia, o tak, to byłoby super! Jeśli ktoś z Was miałby taką możliwość, to chętnie się przeprowadzę.” Pozdrawiam, Gamma.

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.