Informujemy, że do naszego Schroniska trafiają z terenu Gdańska tylko wolnobytujące koty chore i potrącone. Zapraszamy do ich adopcji mając jednocześnie świadomość, że są to zwierzęta po przejściach często nie w pełni sprawne. Z naszej strony zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań aby koty szybko wracały do pełni sił.

ZENEK

KOCUR ZENEK OK. 10 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
BIURO

Krótka ściąga:

 - trafił do schroniska z powodu choroby opiekuna

 - osowiały i przygnębiony

 - łagodny, ale potrafi wyraźnie okazać niezadowolenie

 - potencjalny opiekun powinien liczyć się ze specyfiką rasy


Cześć.

Popatrz na mnie. Popatrz raz, i jeszcze raz, uważnie i naprawdę.

Przede wszystkim dostrzeż wokół mnie obłok smutku. Zobacz starszego, zdezorientowanego kota, któremu nagle runął świat. Kogoś, kto nagle musiał pożegnać wszystko co znane i stawić czoło rzeczywistości, której nie rozumie i której się boi.

 Jak już TO zobaczysz, to spójrz raz jeszcze. I tak, teraz widzisz, że jestem rasowy, a to w Schronisku rzadkość. Jestem piękny, ale nie myśl proszę o mnie jak o dekoracyjnej ozdobie, jak o pluszaku, który tak harmonijnie mógłby stopić się z tłem Twojej kanapy, dywanu czy fotela. Jestem kotem syjamskim, a to znaczy: wiernym, bardzo związującym się z opiekunem, wymagającym i emocjonalnym. Nie jestem też klasycznym miziakiem. Zamruczę przy głaskaniu, ale jeśli coś mi się nie spodoba, potrafię ostrzegawczo zawarczeć czy nawet zasyczeć. Nie jestem agresywny, w ślad za tym nie idą ostre pazury, ale swój charakter mam i robić ze sobą wszystkiego stanowczo nie zezwalam!

 Czekam na dobry, cierpliwy i odpowiedzialny dom, raczej bez małych dzieci, na ludzi, którzy albo kochają syjamy, albo gotowi są choćby wzbogacić swoją wiedzę na ich temat. Czekam na kogoś empatycznego i dobrego, który rozwieje nade mną ten obłok smutku. Pozdrawiam, Zenek.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

TUNDRA

KOTKA TUNDRA OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

Krótka ściąga: - delikatna i wrażliwa, bardzo płochliwa

 - zrobiła spory postęp od czasu trafienia do schroniska

 - powinna trafić do cierpliwej rodziny, która da jej dużo czasu na aklimatyzację

 - testy FIV, FELV negatywne


Cześć, jestem Tundra.

Troszkę się tu ze mnie śmieją, że ze mnie taki „budkowy kot”. Że w budce swojej się chowam i nosa z niej wyściubić nie chcę. Że tam mi dobrze i że pachnie tam bezpiecznie mną i że jestem tchórzyk, co się nagłych zmian boi. No tak, trochę to prawda. Rzeczywiście, niechętnie wychodzę z mojej skrytki, ale za to bardzo lubię, gdy Ty tam do mnie zaglądasz! Chętnie daję się w moim kąciku-azylu głaskać, szybko zaczynam mruczeć, ugniatać łapkami i nawet pokazywać mój pręgowany puchaty brzuszek!

 Trafiłam do schroniska w grudniu, ale do tej pory to ja się średnio na sesję nadawałam. Zabrać mnie z mojej kryjówki najukochańszej? Wynieść do wielkiego pokoju, gdzie błyska flesz i jacyś ludzie chcą, bym choć przez chwilę posiedziała na planie? A zapomnij! Sztywniałam ze strachu, ogonek podwijałam pod brzuszek, serce mi waliło a całe ciałko drżało. Ale są tu w biurze tacy, co mnie bardzo lubią i powolutku kruszyli mur nieśmiałości, którym się otoczyłam. Na sesji może nie byłam demonem modelingu, ale jak widzicie, fotogeniczna ze mnie kotka i wyszłam bardzo pięknie.

 Mam 6 lat, ale wyglądam na dużo młodszą, na kociaka niemal. I tak myślę, że jak już  się poczuję pewnie w nowym domu, to się jak ten kociak rozhasam! Ale zanim to nastąpi, pamiętaj, że mogę potrzebować więcej czasu na aklimatyzację niż przeciętny kot. Dlatego, jeśli wśród Twoich cech charakteru można wymienić uważność i cierpliwość, to sądzę, jesteśmy dla siebie nawzajem dobrym wyborem. Na tę chwilę można powiedzieć, że tu w schronisku zrobiłam spore postępy. Kolejne chciałabym móc robić już w domu. Pozdrawiam i czekam, Tundra.


Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

 

LIGIA

KOTKA LIGIA OK. 5 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

Krótka ściąga:

 - bardzo nieśmiała i delikatna, nie polecana do domu z małymi dziećmi

 - kocha głaskanie i błyskawicznie zaczyna mruczeć i pokazywać brzuszek

 - jest w niej ostrożny potencjał do zabaw

 - będzie potrzebować czasu i cierpliwości przy aklimatyzacji w nowym domu

 - testy FIV/FELV: ujemne


 Ligia, ha! Ligia! Ktoś tu lubi Sienkiewicza, co? Ja tam nie wiem, sama nie czytałam, ale tu mówią, że ta panna z „Quo vadis?” to była piękna, dobra i nieśmiała istota. I to się zgadza! Jestem piękna i jestem nieśmiała. Jestem tak nieśmiała, że swoje piękno chowam całe w budce, co mi ją tu wsadzili. Tak je chowam, że nosa z niej nie wyściubiam, a podczas sesji to ani mi w głowie było łebek wystawić. Trudź się fotografie, trudź się wolontariuszko, mnie w tej dziupli dobrze i chcę by na zdjęciu było widać, że mi dobrze. Mój kolega z parteru, Franz, to mi cały czas z dołu dogaduje, że tak to ja nigdy domu nie znajdę. Że dziś to się liczy reklama, że bez niej takie ofermy jak ja będą tygodniami w klatce siedzieć.

 Ale Franz nie ma racji. Ja nie startuję w żadnym konkursie na oglądalność. Kicham na statystyki. Ja wierzę, że i na mnie przyjdzie czas, i że ktoś mnie na tych zdjęciach wypatrzy i się zachwyci moją niekonwencjonalną urodą. Brak jednego oka (resztki gałki ocznej usunięto mi tu w schronisku) w niczym mojemu urokowi nie ujmuje. Gdybyście tylko moje futerko pogłaskać raczyli – atłas, aksamit, mięciutkie, że hej. Jestem przecudowna i nic nie muszę nikomu udowadniać. Bo cóż ma marketing do miłości? Cóż ma promocja do intuicyjnego zachwytu i międzygatunkowej więzi? Nicóż ma!

 Jestem nieśmiała, ale nie drętwa. Z dziupli swojej boję się jeszcze wyjść, ale na wędkę patrzę okiem łaskawym (co z tego, że jednym) i łapki ku bujającym się tasiemkom chciwie wyciągam. Coś czuję, że jak się rozkręcę, to hasanie będzie na maxa! Jestem też bardzo, bardzo czuła. Z ekstazą przyjmuję głaski, zaraz mruczę jak traktor, przewracam sie na boczek i ugniatam łapami, nawet w powietrzu.

 Słowem, mam mega potencjał. Szukam kogoś, kto go zauważy, doceni i pokocha mnie taką jaką jestem. Pozdrawiam nieśmiało – Ligia.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

AVATAR

KOCUR AVATAR OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA DLN.

Krótka ściąga:

 - kochany i mruczący, kocha ugniatanie łapkami

 - wykazuje dużo cierpliwości przy zabiegach pielęgnacyjnych

 - dobrze żyje z innymi kotami

 - cierpi na chroniczne infekcje zatok

 - testy FIV, FELV negatywne

 - adopcja możliwa po konsultacji z lek. weterynarii


 

 Dzień dobry, jestem Avatar.

 Każdy z Was, kto oglądał słynny film Jamesa Camerona (lub choćby widział zdjęcia czy zwiastun) nie powinien mieć wątpliwości, skąd wzięło się moje imię.

 Z tym, że mój pyszczek taki dziwny, z noskiem szerokim, to nie jest efekt zmyślnej charakteryzacji. Niestety, Oscara z tego nie będzie… Ja już tak mam od zawsze, od grzdyla małego, w takim stanie tu trafiłem. To efekt zaawansowanej choroby zatok. Może to genetyczne, tak tu podejrzewają nasze panie doktor.  Tak, czy siak – choruję. Smarkam, furczę, miewam gorsze dni i zjazdy chorobowe, że trzeba mnie lekami i zabiegami wspomagać. Z tego wszystkiego to znielubiłem już zastrzyki i inne takie, no bo ileż można…

 Chociaż bida ze mnie taka okrutna, taki przypadek dziwny, to przecież nie znaczy, że ja domu nie potrzebuję. Potrzebuję! I to bardzo, okropnie potrzebuję! Po pierwsze – dom to codzienna, stała troska i koncentracja na moich zdrowotnych potrzebach. Jest szansa, że ulgę i poprawę mojego stanu przyniosą mi regularne inhalacje. Już je tu w schronisku rozpocząłem, ale w domu, wiadomo, byłoby to znacznie częściej… Zabiegi te znoszę godnie i z ufnością, choć przecież miałbym prawo przestraszyć się burczącego nebulizatora i kłębów pary odpalanych w moim kierunku, jak w jakimś kiepskim filmie grozy….

 Po drugie, tak niesamowicie ufny, otwarty, spragniony uczucia ze mnie gość. Biegnę do każdego jak psiak na zawołanie, łaknący uwagi i pieszczot. Pan fotograf to nawet żartował, że jeszcze chwila i się komend nauczę! Miałbym Tobie tyle do zaoferowania – radosne powitania po powrocie do domu, pełne pasji ugniatanie łapkami, kolan ogrzewanie, mruczenie przy uchu, przyjaźń i oddanie po kres.

 Ja wiem i widzę, że nie wyglądam ładnie. Ja nawet czasem ładnie nie pachnę. Na Instagrama mnie raczej nie wstawisz, znajomym się nie pochwalisz, lansu Ci nie zapewnię. Ale – na dnie mojego kociego serduszka liczę, że to nie ma dla Ciebie znaczenia. Że jest w Tobie coś, co pozwala Ci patrzeć głębiej, myśleć inaczej, i że właśnie to coś pozwoli Ci przyjechać tu z transporterem pewnego dnia i odmienić na zawsze moje życie.

 Czekam.

 Avatar.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

MIZU

KOCUR MIZU OK. 5 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO

(dostępny także opis w wersji angielskiej/English version available)Krótka ściąga:

 - śmiały i przebojowy

 - nie obawia się psów

 - bardzo chętnie chodzi na szelkach

 - ma silny instynkt łowny

 - testy FIV pozytywny, FELV negatywny


Dzień dobry, to ja, Mizu.

 Trafiłem tu w listopadzie z ulicy Toruńskiej. Jestem odważnym, pogodnym kotem, uwielbiającym długie przechadzki na szelkach. W klatce trochę się nudzę i sporą część czasu przesypiam, więc może się z początku wydawać, że nie jestem zainteresowany kontaktem. Po chwili jednak strząsam z siebie resztki ospałości i śmiało wyruszam na podbój schroniskowych korytarzy. Jak już wyjdę, to wcale nie chcę wracać i musisz na mnie mocno uważać, bym sobie nie polazł, tam gdzie nie chcesz i tam gdzie mi nie wolno.

 Wyżej wymieniony podbój traktuję dość dosłownie. Posiadam silny instynkt łowiecki i moją baczną uwagę zwracają obecne w biurze papugi. Całe szczęście są za szybą i wolontariuszki nie pozwalają mi ich denerwować moim mamrotaniem i rozkołysanym ogonem. Sam  nie polecałbym  się jednak do domu, gdzie są drobne zwierzęta, na które mógłbym zapolować. Zamiast tego chętnie „zapoluję” na zabawki, które mi zapewnisz  – wybredny nie jestem i pogonię wszystko, co mi pod nos podetkniesz, wędkę, piłeczkę, laserek, proszę uprzejmie, już biegnę i łapię.

 Weź także pod uwagę, że jestem nosicielem FIV, czyli wirusa nabytego braku odporności u kotów. Bez obaw, wyleczyć się tego nie da, ale żyć z tym długie lata, to już owszem. Nie powinienem być kotem wychodzącym, należy mnie karmić dobrą, pełnowartościową karmą, nie dopuścić do infekcji i ewentualnie podawać preparaty wzmacniające odporność. Jestem jeszcze kotem młodym, w dobrym stanie zdrowia, więc patrzę w przyszłość z uzasadnionym optymizmem.

 Czekam zatem na Ciebie ( i na swój wielki dzień) w biurze. Pozdrawiam, Mizu


 

ENG: Mizu loves going on long walks except he needs a bit of motivation to leave his cage. Once he is out of his cage he doesn’t like going back. He loves staring out of windows and watching the cars, people and dogs walk by. If you don’t keep an eye on him, he will be out of the door in no time. He leads the walk and you just follow behind him. He investigates every nook and cranny. He loves brushes and chin scratches but he has a limit. He is not scared of dogs. He loves playing with any toys. He is very curious and will try and sneak into any open door possible. He likes bird watching and tries to hunt them.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

WAMPIREK

KOCUR WAMPIREK OK. 10 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
DLN. WOLIERA

Krótka ściąga: - niezwykle rozmowny

 - łagodny, kontaktowy olbrzym

 - testy: FIV pozytywny, FELV negatywny


 Cześć, to ja, Wampirek.

 No takie sobie imię tu dostałem. Ale, ludzie, bez obaw: ja to raczej Waszych kanap pragnę, Waszych uścisków, Waszych miseczek dobrej karmy pełnych, a nie Waszej krwi , niepotrzebna mnie ona na nic.  Trafiłem tu ponad rok temu z Oliwy i szczerze mówiąc to raczej mnie ktoś uszkodził niż ja jego, miałem  bowiem rozerwany język i zerwane jego wiązadełko. Krótko mówiąc, po przejściach jestem facet.

 Bardzo jestem tu lubiany. Wcale się nie dziwię – pogadać ze mną można o wszystkim! Gęba mnie się nie zamyka, zawsze znajdę sobie temat do dyskusji, a moje “miau” przeróżne ma odcienie! Co robić – milczkiem nie jestem i w moim nowym domu chciałbym spotkać Kogoś, z kim można wymienić opinie na każdy temat i kogo moja gadanina nie znudzi i nie zmęczy. Inteligentnych ludzi na tym świecie nie brakuje, toteż nie tracę nadziei, że znajdę kompana do owocnej rozmowy i zwierzeń w długie, spokojne wieczory.

 Chciałbym tu zaznaczyć, że moje bytowanie na ulicy nie zakończyło sie zbyt korzystnie dla mojego zdrowia: w tym okresie ktoś mi sprzedał niefajnego wirusa, czyli FIV. Co to znaczy? Znaczy to, że mam niższą odporność niż inne, zdrowe koty. Nie powinienem być wypuszczany na zewnątrz. Trzeba mnie dobrze karmić. Trzeba o mnie bardzo dbać, regularnie mnie badać, ograniczać mi stres. I to właściwie wszystko. Koty z FIV mogą żyć równie długo, jak inne koty, pod warunkiem oczywiście, że będą należycie zaopiekowane. Raczej, dla pewności, powinienem być jedynym kotem w domu, mogę również zamieszkać z innym “FIV-kiem”, czemu nie, w kupie raźniej.

 Nie to, żebym się jakoś super reklamował, ale poza wiekiem (jestem dojrzałym facetem) i tym wirusem paskudnym to ja Kot Ideał jestem. Miziak naręczny, mruczek donośny, jak mruczę to aż śpiewam, tak mi gardziołko z ekscytacji wibruje. Jestem kontaktowy, przyjazny, fajny i cudny, tylko inni tez muszą mnie zobaczyć, więc każde udostępnienie jest dla mnie na wagę złota, bo przybliża mnie do wymarzonego na stare lata Domu.

 To jak będzie, Człowieku? Przygarniesz mnie? Udostępnisz innym?

 Pozdrawiam, zupełnie nie krwiożerczy Wampirek


OPIS PRZYGOTOWANY PRZEZ WOLONTARIAT SCHRONISKA

 

OLIWKA

KOTKA OLIWIA OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
 
“Mówią tu na mnie Oliwka i choć w życiu nie widziałam oliwek, to ponoć mam takie oliwkowe oczy, hipnotyzujące i mądre. W papierach mam też drugie imię – Otylia, że to niby znaczy wojowniczka. No z tym to się zgadzam w 100%. Świetnie sobie radziłam jako dokarmiana kotka wolno bytująca, aż w 2015 roku jakiś człowiek z samochodem na mnie wpadł.Ta przeklęta kraksa z autem spowodowała, że mam częściowo uszkodzony rdzeń kręgowy i nie kontroluję wypróżniania, czyli mówiąc wprost – jeśli zrobię wam kupę na dywanie, nie możecie mieć do mnie pretensji. To naprawdę nie ode mnie zależy. Ciężko mi też ubrać pieluchę, bo w wypadku straciłam ogon, ale może dałabym się namówić na to w warunkach domowych. Z dobrych wieści to powiem wam, że wypadek nie wpłynął znacząco na moją motorykę. Uwielbiam spacery, instynkt łowny aktywizuje mi się na widok ptaka czy muchy no i świetnie chodzę na szelkach. W tym to jestem totalną gwiazdą. Ludzie ze schroniska są tacy tym zachwyceni, że zabierają mnie na wszystkie niemal akcje promocyjne, gdzie nie straszny mi przejazd samochodem, tłum ludzi, czy otwarta przestrzeń. Dzięki temu pomogłam znaleźć domy wielu moim psim i kocim kompanom. Chyba zgodzicie się więc, że teraz czas na mnie? Siedząc tak i obserwując świat z tej kociej klatki stwierdzam, że lubię ludzi. Nie na tyle, by pakować im się na kolana czy o zgrozo pozwolić się nosić i głaskać kiedy i gdzie tylko sobie wymyślą, ale lubię pieszczoty i głaski i często sama się ich zdecydowanie domagam. Tylko miej człowieku trochę wyczucia i jak machnę ci łapą ostrzegawczo, to wiedz, że już wystarczy. Inne koty mnie trochę denerwują, fukam na nie, ale nie rzucam się, bo przecież mam swoją godność. Psy to zło – ale nie patyczkuję sie z nimi, cios w nos i relacje ustawione. W sumie to tyle w swoim krótkim życiu przeżyłam i tak szybko adaptuję się do nowych warunków, że pewnie odnalazłabym się zarówno w domu z ogrodem, jak i w mieszkaniu, gdzie część czasu musiałabym być w kojcu. Jeśli macie jakąś willę w Hiszpanii lub innym ciepłym kraju, jadę w ciemno, bo uwielbiam się wygrzewać, tarzać w piachu, podgryzać trawkę i leniuchować w słońcu. Ale tak zupełnie poważnie, to szukam po prostu kochającego domu i człowieka, który ma wielkie serce do zwierzaków, dla których los i inni ludzie nie byli łaskawi. Zapraszam do schroniska, znajdziecie mnie w biurze.”
Pozdrawiam, Oliwka.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska
Adopcja po konsultacji ze schroniskowym lek. wet.
Zostałam objęta wirtualną adopcją przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 17 “Hetmanka” w Gdańsku. Dziękuję.

KACPEREK

KOCUR “KACPEREK” OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Dzień dobry,
mam na imię Kacperek. Jestem dość młodym, około 3-letnim kotem, o ciekawym umaszczeniu i zabawną czarną plamką przy nosku. Trafiłem tu w maju 2017 roku, więc już ponad pół roku tu siedzę. Początkowo bardzo byłem wycofany, patrzyłem na ludzi z górnych półek woliery i w ogóle mowy nie było, żebym się integrował. Ale mi przeszło, w końcu ile można się boczyć i izolować? Najpierw zwabiły mnie smakołyki i przysmaczki, a teraz to już i tego nie trzeba. Daję się chętnie głaskać, bez problemu wszedłem do transportera, podczas sesji byłem zaciekawiony i podekscytowany. Z kotami w wolierze mam poprawne relacje, z lekką tendencją do dominacji. Ogólnie – okrzepłem, zmężniałem, przytyłem, przepracowałem swoje lęki i teraz to już nic, tylko tego nowego domu szukać. Czy mam na niego szansę jeszcze przed nastaniem tutaj tej kaszubskiej, srogiej zimy? Oby, bardzo sobie tego życzę. Czekam na Was w kociej wolierze!” Pozdrawiam, Kacperek.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.