Informujemy, że do naszego Schroniska trafiają z terenu Gdańska tylko wolnobytujące koty chore i potrącone. Zapraszamy do ich adopcji mając jednocześnie świadomość, że są to zwierzęta po przejściach często nie w pełni sprawne. Z naszej strony zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań aby koty szybko wracały do pełni sił.

MISS MONACO

KOTKA MISS MONACO OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
WOLIERA

Krótka ściąga:
- młoda koteczka o przyjaznym charakterze
- zdecydowanie płochliwa, trzeba zdobyć jej zaufanie
- wielki łakomczuch
- testy FIV i FELV negatywne

 
Dzień dobry Wszystkim.
 
Na początku nazywano mnie po prostu Monaco. Takie bezpieczne imię typu uniseks, bo nie chciałam pozwolić moim wolontariuszkom na wgląd w miejsca, które do mnie tylko należą i weryfikację czegoś, co w zasadzie było mi obojętne. Wkrótce jednak, z powodu przejściowych problemów zdrowotnych trafiłam do naszego gabinetu i tam zawyrokowano bez wątpliwości, że – jestem DZIEWCZYNĄ! Wtedy też do mojego pierwotnego imienia dokooptowano jeszcze to MISS, żeby już żadnych niedomówień w tej kwestii nie było.
 
Podobno wszystkie czarne koty są do siebie podobne. Tak mówią. Mnie jednak od całego wolierowego stada dało się od razu, bez pudła, odróżnić. Po prostu mam w sobie to coś! Futro, puchate i gęste, czerń głęboka i aksamitna, ale przede wszystkim oczy, najbardziej niezwykłe i charakterystyczne z całej mnie. Okrągłe, jak od cyrkla odrysowane, wpatrzone w człowieka ze stałym wyrazem bezbrzeżnego zdumienia. Więc może i zwykła czarna kotka ze mnie, ale jednak wyjątkowa.
 
Co musicie o mnie koniecznie wiedzieć? Jestem lękliwa. To ważne. Rzadko podejdę do człowieka z własnej inicjatywy. Kluczem do mojego serca jest za to żołądek i na jakieś pachnące pyszności z pewnością się skuszę. Zupełnie nie wykazuję zachowań agresywnych, i jak już jestem blisko człowieka, to zachowuję się bez zarzutu, jak każdy domowy, zsocjalizowany kot: daję się brać na ręce, głaskać, strzelam baranki główką i ugniatam łapami. Zupełnie sprawnie maszeruję na szelkach i bez większego problemu wchodzę do transportera.
 
W nowym domu zapewne z początku będę przepłoszona i pewnie będę pomiaukiwać dość długo z niepokoju i stresu spowodowanego nowym miejscem – tak robiłam na sesji, w nieznanym sobie pomieszczeniu. Musisz wziąć to pod uwagę. Mam jednak ogromną szansę, by po okresie adaptacji stać się wspaniałą, czułą i serdeczną towarzyszką. Mam nadzieję, że we mnie uwierzysz.
 
Uwierzysz?
 
MISS MONACO

 Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

WILMA

KOTKA WILMA OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
WOLIERA DLN.

szybka ściąga:
- bez tylnej łapki
- toleruje inne koty
– łakomczuch

Cześć,
 
jestem Wilma i czekam w Schronisku na dom już ponad rok. Szczęścia w życiu za wiele nie miałam, ale mam nadzieję, że teraz to będzie już tylko lepiej. Jestem kotem bez tylnej łapy, to pewnie pierwsze, co dostrzeżecie podczas spotkania ze mną. Nauczyłam się z tym funkcjonować i świetnie daję sobie radę. Wojowniczka ze mnie i przeciwności losu pokonuję dziarsko.
 
Czasem hardą mam minę i może na pierwszy rzut oka nie wyglądam na kociaka-słodziaka, ale otwieram się tu w Schronisku na człowieka. Po kociemu, czyli na swoich zasadach i powoli. Życie nauczyło mnie już bowiem ostrożności i że lepiej dmuchać na zimne. W Schronisku mieszkałam dotąd w wolierze z innymi kotami i to też zaakceptowałam, bo my bezdomniaki musimy trzymać się razem.
 
No i trochę łakomczuch ze mnie, na przysmaka i dobrą mięsną karmę dam się skusić prawie zawsze. Przez żołądek do serca, to może być odpowiednia maksyma na moje oswojenie w nowym domu. Marzy mi się wolność i swoboda i chętnie bym na tych trzech swoich łapkach pokuśtykała to tu, to tam, więc mam nadzieję, że dacie mi szansę. Zapraszam do Schroniska. Pytajcie o kotkę bez łapki!
 
Pozdrawiam, Wilma

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

RENATKA

KOTKA RENATKA OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

szybka ściąga:
- gadatliwa
- skoczna i „wysokopienna”
- łagodna

Cześć,
 
mam na imię Renata i trafiłam do Schroniska w sierpniu z dzielnicy Przeróbka. Byłam już wykastrowana, gdy tu trafiłam, więc może ktoś mnie jeszcze szuka, tylko nie spodziewa się, że przywieziono mnie do Schroniska? Mam łagodne usposobienie i bardzo klasyczne pingwinkowate umaszczenie, z mocnymi białymi wibrysami i smukłą sylwetką. Taka kocia modelka ze mnie prawie.
 
Mam około sześciu lat, co nie znaczy, że jestem już kocią seniorką. O nie, wypraszam sobie takie założenia! Charakter mam ustabilizowany to i owszem, ale też sporo energii we mnie. Zdecydowanie lubię eksplorować w górę. Jestem, jak to ludzie mówią zwyczajowo, kotką wysokopienną. Więc wspinaczka po segmencie, po firankach, po parapetach to będzie pewnie moja codzienność w nowym domu.
 
Wysokim drapakiem też nie pogardzę i możliwością obserwacji świata z parapetu czy podsufitowych półek. Instynkty drapieżnika są w nas kotach silne i całkowicie naturalne, nawet w takim drobnym kocim ciałku jak moje. Ale nie ma się czego obawiać. Daję się głaskać, szelki akceptuję i nawet chętnie w nich spaceruję. Wciąż ciekawi mnie świat i choć w nowym domu na początku mogę być płochliwa, szukać skrytek i wychodzić z ukrycia tylko w nocy, to po jakimś czasie się oswoję i będę towarzyszką rodziny. Czekam zatem na Was drogie rodziny w Biurze Schroniska.
 
Dajcie szansę dorosłej kotce, a przekonacie się, że warto mieć taką domowniczkę u siebie.
 
Pozdrawiam, Renata.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

MILENKA

KOTKA MILENKA OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

szybka ściąga
– spokojna
– po wypadku
- „nakolankowa”

Cześć, mam na imię Milena i jestem w Schronisku od lipca. Niestety, jakiś nierozważny kierowca potrącił mnie na drodze na Orunii Górnej i z urazem głowy oraz złamaną żuchwą trafiłam tutaj. Na szczęście w Schronisku znalazłam pomoc i po wypadku nie ma praktycznie fizycznego śladu.
 
Mrużę troszkę bardziej jedno oko, ale chodzę i jem samodzielnie, także mogę już iść do nowego domu. W imieniu moich kocich pobratymców apeluję jednak o uważność na drodze i nie zostawianie nas kotów bez pomocy! Jestem kotką spokojną, raczej nakolankową niż bardzo eksplorującą.
 
Lubię głaskanie, więc na jesienne słoty mogę być towarzyszką idealną. Niech Was nie zraża też fakt, że mam czarne umaszczenie. Niestety wiem, że czarne koty dłużej niż inne czekają na domy, że ludzie nadal myślą czasem stereotypami i przesądami, ale ja Wam z pewnością mogą przynieść tylko miłość i szczęście. W schroniskowej klatce jestem kotką wycofaną i chowającą się.
Duże przestrzenie raczej mnie nie interesują, nowe miejsca zwiedzam powoli, z ostrożnością, ale jestem łagodna i cierpliwa. Szelki dałam sobie założyć bez pretensji. Jeśli zapamiętasz, że potrzebuję swojego spokojnego kącika i legowiska w bezpiecznej przestrzeni, to z pewnością się dogadamy.
 
Zapraszam do Schroniska, znajdziesz mnie w Biurze i nie zrażaj się tym, że będę sobie pewnie drzemać w mojej budce. W domu na swoim się rozkręcę.
Pozdrawiam, Milenka

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

CLINT

KOCUR CLINT OK. 8 LAT
SZCZEPIENIA : TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA 2 DLN.

Krótka ściąga:
 
 - piękny, charyzmatyczny i dostojny tygrys
 - bardzo przyjazny
 - spokojny i zrównoważony
 - testy FIV dodatni, FELV ujemny

 Cześć i czołem, nazywam się Clint. Clint Eastwood.
 
W bawełnę owijał nie będę i powiem od razu, że WIEM. WIEM, jestem przystojny, obdarzony  wdziękiem i urokiem amanta filmowego, od którego miękną serca (i kolana) dwunożnym. Zakładam więc, że i Twojego serca nie pozostawię obojętnym.
 
W schronisku już 2 lata czekam na swojego człowieka. To długo. Dla kota to bardzo długo, dla ośmioletniego kota bardzo, bardzo długo. A dla ośmioletniego kota z FIV, to już zaiste szmat czasu. Zatem wziąłem sprawy w swoje łapy i postanowiłem się Wam pokazać, bo szkoda by mój urok i czar tak pod korcem był trzymany.
 
Co to FIV, zapytacie? To taka choroba, która sprawia, że jestem mniej odporny na zarazki niż inne koty. Mogę częściej chorować, ale to naprawdę nie wyrok. Dobra karma, niewychodzący dom, stała opieka weterynaryjna i powinno być wszystko pod kontrolą. Nie ma się czego bać, naprawdę.
 
Charakter mam taki, że do rany przyłóż. Dżentelmen w każdym calu. No, może do momentu, gdy mnie nie weźmiesz na ręce, bo tego to ja nie lubię. Wtedy robię się troszku łajdak i co prawda nie ugryzę Cię ani Cię nie podrapię, ale będę się tak wił i wyrywał, że w końcu mnie puścisz (silny jestem!). Za to znakomicie chodzę na szelkach! I może nie uwierzysz, ale jak wołają do mnie „chodź tu!”, to ja przychodzę, jak kundel jakiś. Sam nie wiem, skąd mi się to wzięło, no ale tak mam. I tak sobie teraz na koniec myślę, że może już niedługo właśnie ktoś przyjdzie tutaj do schroniska i powie do mnie „chodź tu, Clint, do domu pójdziemy”. Bym bardzo chciał.
 
Więc czekam. I pozdrawiam. Clint

Opis przygotowany przez wolontariat

SNAKE

KOCUR SNAKE OK. 2 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO

krótka ściąga
- kontaktowy, młody kocur
- akceptuje szelki, ostrożny w eksploracji
- wynik pozytywny testu na FIV (wirus nabytego niedoboru immunologicznego kotów)

Cześć, jestem Snake i jestem trochę jak filmowe wcielenia Humprey’a Bogarta – pozorny twardziel o stoickim spojrzeniu z miękkim serduchem w środku. Ogólnie żyję więc wedle maksymy „być ponad to”, a spotkała mnie w moim krótkim życiu niejedna przygoda. Do Schroniska trafiłem w marcu tego roku i dość szybko nauczyłem się tutaj funkcjonować. Znaleziono mnie przy ulicy Batorego i najpierw musiały zająć się mną schroniskowe panie weterynarz, bo miałem bliskie spotkanie z wężem. Wykaraskałem się z tego, bo jestem silnym kocurem, ale mam jedną zdrowotną komplikację. Zdiagnozowano u mnie FIV, czyli wirus nabytego niedoboru immunologicznego kotów. Brzmi może trochę groźnie, ale od razu powiem, że to nie wyrok, a jeśli macie wątpliwości, czy adopcja kota takiego jak ja jest bezpieczna, dopytajcie o szczegóły weterynarzy w Schronisku.
Jestem kocurem szanującym swój czas i lubię się lenić. Niemniej, jak proponują mi tutaj nową przygodę, to ruszam śmiało. Szelki i spacery opanowałem, choć oczywiście jestem ostrożny w eksploracji i bacznie obserwuję świat, zanim w niego wskoczę. Mam też łagodne oblicze, bo lubię głaskanie i odnajduję się w towarzystwie człowieka. Tylko pamiętaj, jeśli przesadzisz w przymilaniu się, dam ci jasno do zrozumienia, że mam dość. Do rękoczynów się raczej nie posuwam, wolę sarkastyczne, zdecydowane warknięcia, jak Bogart.
Czekam na kogoś, kto przyjdzie, pozna mnie i stwierdzi, jak z filmowego cytatu, że to może być początek pięknej przyjaźni i że zawsze będziemy mieć swoją kanapę do wspólnego wylegiwania się lub oglądania starych filmów. Zapraszam na spotkanie do Schroniska. Znajdziecie mnie w biurze.
Pozdrawiam Snake.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

AVATAR

KOCUR AVATAR OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA DLN.

Krótka ściąga:

 - kochany i mruczący, kocha ugniatanie łapkami

 - wykazuje dużo cierpliwości przy zabiegach pielęgnacyjnych

 - dobrze żyje z innymi kotami

 - cierpi na chroniczne infekcje zatok

 - testy FIV, FELV negatywne

 - adopcja możliwa po konsultacji z lek. weterynarii


 

 Dzień dobry, jestem Avatar.

 Każdy z Was, kto oglądał słynny film Jamesa Camerona (lub choćby widział zdjęcia czy zwiastun) nie powinien mieć wątpliwości, skąd wzięło się moje imię.

 Z tym, że mój pyszczek taki dziwny, z noskiem szerokim, to nie jest efekt zmyślnej charakteryzacji. Niestety, Oscara z tego nie będzie… Ja już tak mam od zawsze, od grzdyla małego, w takim stanie tu trafiłem. To efekt zaawansowanej choroby zatok. Może to genetyczne, tak tu podejrzewają nasze panie doktor.  Tak, czy siak – choruję. Smarkam, furczę, miewam gorsze dni i zjazdy chorobowe, że trzeba mnie lekami i zabiegami wspomagać. Z tego wszystkiego to znielubiłem już zastrzyki i inne takie, no bo ileż można…

 Chociaż bida ze mnie taka okrutna, taki przypadek dziwny, to przecież nie znaczy, że ja domu nie potrzebuję. Potrzebuję! I to bardzo, okropnie potrzebuję! Po pierwsze – dom to codzienna, stała troska i koncentracja na moich zdrowotnych potrzebach. Jest szansa, że ulgę i poprawę mojego stanu przyniosą mi regularne inhalacje. Już je tu w schronisku rozpocząłem, ale w domu, wiadomo, byłoby to znacznie częściej… Zabiegi te znoszę godnie i z ufnością, choć przecież miałbym prawo przestraszyć się burczącego nebulizatora i kłębów pary odpalanych w moim kierunku, jak w jakimś kiepskim filmie grozy….

 Po drugie, tak niesamowicie ufny, otwarty, spragniony uczucia ze mnie gość. Biegnę do każdego jak psiak na zawołanie, łaknący uwagi i pieszczot. Pan fotograf to nawet żartował, że jeszcze chwila i się komend nauczę! Miałbym Tobie tyle do zaoferowania – radosne powitania po powrocie do domu, pełne pasji ugniatanie łapkami, kolan ogrzewanie, mruczenie przy uchu, przyjaźń i oddanie po kres.

 Ja wiem i widzę, że nie wyglądam ładnie. Ja nawet czasem ładnie nie pachnę. Na Instagrama mnie raczej nie wstawisz, znajomym się nie pochwalisz, lansu Ci nie zapewnię. Ale – na dnie mojego kociego serduszka liczę, że to nie ma dla Ciebie znaczenia. Że jest w Tobie coś, co pozwala Ci patrzeć głębiej, myśleć inaczej, i że właśnie to coś pozwoli Ci przyjechać tu z transporterem pewnego dnia i odmienić na zawsze moje życie.

 Czekam.

 Avatar.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

OLIWKA

KOTKA OLIWIA OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
 
“Mówią tu na mnie Oliwka i choć w życiu nie widziałam oliwek, to ponoć mam takie oliwkowe oczy, hipnotyzujące i mądre. W papierach mam też drugie imię – Otylia, że to niby znaczy wojowniczka. No z tym to się zgadzam w 100%. Świetnie sobie radziłam jako dokarmiana kotka wolno bytująca, aż w 2015 roku jakiś człowiek z samochodem na mnie wpadł.Ta przeklęta kraksa z autem spowodowała, że mam częściowo uszkodzony rdzeń kręgowy i nie kontroluję wypróżniania, czyli mówiąc wprost – jeśli zrobię wam kupę na dywanie, nie możecie mieć do mnie pretensji. To naprawdę nie ode mnie zależy. Ciężko mi też ubrać pieluchę, bo w wypadku straciłam ogon, ale może dałabym się namówić na to w warunkach domowych. Z dobrych wieści to powiem wam, że wypadek nie wpłynął znacząco na moją motorykę. Uwielbiam spacery, instynkt łowny aktywizuje mi się na widok ptaka czy muchy no i świetnie chodzę na szelkach. W tym to jestem totalną gwiazdą. Ludzie ze schroniska są tacy tym zachwyceni, że zabierają mnie na wszystkie niemal akcje promocyjne, gdzie nie straszny mi przejazd samochodem, tłum ludzi, czy otwarta przestrzeń. Dzięki temu pomogłam znaleźć domy wielu moim psim i kocim kompanom. Chyba zgodzicie się więc, że teraz czas na mnie? Siedząc tak i obserwując świat z tej kociej klatki stwierdzam, że lubię ludzi. Nie na tyle, by pakować im się na kolana czy o zgrozo pozwolić się nosić i głaskać kiedy i gdzie tylko sobie wymyślą, ale lubię pieszczoty i głaski i często sama się ich zdecydowanie domagam. Tylko miej człowieku trochę wyczucia i jak machnę ci łapą ostrzegawczo, to wiedz, że już wystarczy. Inne koty mnie trochę denerwują, fukam na nie, ale nie rzucam się, bo przecież mam swoją godność. Psy to zło – ale nie patyczkuję sie z nimi, cios w nos i relacje ustawione. W sumie to tyle w swoim krótkim życiu przeżyłam i tak szybko adaptuję się do nowych warunków, że pewnie odnalazłabym się zarówno w domu z ogrodem, jak i w mieszkaniu, gdzie część czasu musiałabym być w kojcu. Jeśli macie jakąś willę w Hiszpanii lub innym ciepłym kraju, jadę w ciemno, bo uwielbiam się wygrzewać, tarzać w piachu, podgryzać trawkę i leniuchować w słońcu. Ale tak zupełnie poważnie, to szukam po prostu kochającego domu i człowieka, który ma wielkie serce do zwierzaków, dla których los i inni ludzie nie byli łaskawi. Zapraszam do schroniska, znajdziecie mnie w biurze.”
Pozdrawiam, Oliwka.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska
Adopcja po konsultacji ze schroniskowym lek. wet.
Zostałam objęta wirtualną adopcją przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 17 “Hetmanka” w Gdańsku. Dziękuję.

KACPEREK

KOCUR “KACPEREK” OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Dzień dobry,
mam na imię Kacperek. Jestem dość młodym, około 3-letnim kotem, o ciekawym umaszczeniu i zabawną czarną plamką przy nosku. Trafiłem tu w maju 2017 roku, więc już ponad pół roku tu siedzę. Początkowo bardzo byłem wycofany, patrzyłem na ludzi z górnych półek woliery i w ogóle mowy nie było, żebym się integrował. Ale mi przeszło, w końcu ile można się boczyć i izolować? Najpierw zwabiły mnie smakołyki i przysmaczki, a teraz to już i tego nie trzeba. Daję się chętnie głaskać, bez problemu wszedłem do transportera, podczas sesji byłem zaciekawiony i podekscytowany. Z kotami w wolierze mam poprawne relacje, z lekką tendencją do dominacji. Ogólnie – okrzepłem, zmężniałem, przytyłem, przepracowałem swoje lęki i teraz to już nic, tylko tego nowego domu szukać. Czy mam na niego szansę jeszcze przed nastaniem tutaj tej kaszubskiej, srogiej zimy? Oby, bardzo sobie tego życzę. Czekam na Was w kociej wolierze!” Pozdrawiam, Kacperek.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.