Informujemy, że do naszego Schroniska trafiają z terenu Gdańska tylko wolnobytujące koty chore i potrącone. Zapraszamy do ich adopcji mając jednocześnie świadomość, że są to zwierzęta po przejściach często nie w pełni sprawne. Z naszej strony zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań aby koty szybko wracały do pełni sił.

KLAPS

KOCUREK KLAPS OK. 5 M-CY
SZCZEPIENIA: TAK
BIURO

Szybka ściąga:
- płochliwy, chowający się
- wymaga cierpliwego oswajania
- otwiera się w zabawie

Serwus, jestem Klaps. Podrzucono mnie pod bramę Schroniska w czerwcu. Do dziś nie rozumiem, co zrobiłem, że się mnie pozbyto, ale jednego w dotychczasowym kontakcie z człowiekiem się nauczyłem – uciekać. Jestem płochliwy i potrzebuję czasu na oswojenie. Jeśli w nowym domu schowam się pod szafę na kilka dni, to proszę nie denerwuj się ani nie zrażaj, bo póki co bezpieczniej czuję się w skrytkach i wolę przestrzenie zamknięte.
Daj mi czas, spokój i dużo miłości, a odwdzięczę się zaufaniem.
 
Bo mimo tych początkowych trudności, w relacji z człowiekiem jestem łagodny, nie ma we mnie agresji, ba! nawet bez szemrania dałem sobie ubrać szelki! No i nie jest aż tak, że całkiem straciłem wiarę w człowieka, więc zdradzę pewien sekret, jak najlepiej mnie oswajać.
 
Jestem młodziutkim kocurkiem, także najskuteczniejsza w przełamywaniu mojego strachu i niepewności jest zabawa. Potrzebuję wciąż nowych bodźców, cały czas się uczę i jeśli wspólnie będziemy się bawić w pogoń za wędką z piórkami, to szybciej staniemy się przyjaciółmi. Przede mną całe życie i mam nadzieję, że spędzę je w kochającym domu, który będzie już tym jedynym i na zawsze. Daj szansę kociemu wypłoszkowi. Znajdziesz mnie w Biurze.
 
Pozdrawiam, Klaps

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

PŁOCHA

KOTKA PŁOCHA OK. 1 ROK
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

Szybka ściąga:
- lekko bojaźliwa
- sama decyduje o głaskaniu
- potrzebuje zabawy

Cześć, jestem Płocha. Trafiłam do Schroniska w czerwcu z Brzeźna i mam jeszcze cień nadziei, że może ktoś mnie wciąż szuka, bo kiedyś miałam dom i płocha raczej nie byłam. W Schronisku jestem trochę bojaźliwa, czasem syknę, czasem pacnę łapą, ale bez pazurów. Nie jestem jednak agresywna i nie szukam zaczepki. To bardziej poza i barwy ochronne, żeby pokazać się na większą i dzielniejszą niż jestem.
 
Można też powiedzieć, że jestem jak ogr, to znaczy w tym sensie, że mam warstwy. Więc nie należy się mnie bać, tylko dać mi szansę i konsekwentnie się jej trzymać. A jaka jestem naprawdę? Pod tymi wszystkimi powłokami? Jeśli zwrócicie na mnie uwagę, poznacie ciekawską koteczkę, która lubi towarzystwo człowieka i jest bardzo kontaktowa. W głowie mi jeszcze zabawa, odkrywanie nowych kątów i spacery.
 
W drobnym kocim ciałku jest wielki duch, który tylko czeka, by móc w pełni rozwinąć skrzydła, najchętniej w towarzystwie człowieka, który da mi trochę czasu i wykaże się spokojem przy wspólnym poznawaniu się. Wyczekuję już tego nowego domu z niecierpliwością, bo ile można siedzieć w klatce, gdy młodość wyrywa się do świata? Zapraszam więc do Promyka, znajdziecie mnie w Biurze.
 
Pozdrawiam, Płocha

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

MURIEL

KOTKA MURIEL OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

SZYBKA ŚCIĄGA:
- piękna kotka o wymagającym pielęgnacji futerku
 - kocha być z człowiekiem
- testy FIV i FELV negatywne
 - adopcja po konsultacji z lek.wet.

Cześć, mam na imię Muriel i jestem właśnie taka, jak moje imię – elegancka, stonowana i subtelna. Nie wiem, jak to się stało, że takie cudo jak ja znalazło się chore w klinice, a potem w schronisku, ale skoro nikt się po mnie od czerwca nie zgłosił, to chyba czas definitywnie szukać mi nowego lokum.
 
Jestem prześliczną kocią panienką, troszkę długowłosą, trzeba by mnie regularnie czesać. Sporo we mnie nieśmiałości na pozór, ale jak tylko dasz mi sygnał, że mnie lubisz i Ci na mnie zależy, to się wtedy cudownie rozkręcam. Nie odstępuję na krok, przychodzę do Ciebie, podążam za Tobą wierna jak pies.
 
Z innymi kotami żyję zgodnie. Jestem dobrą kandydatką do dokocenia, pod warunkiem że rezydent nie będzie jakoś mocno terytorialny i dominujący, bo wtedy mogę się lękliwie wycofać. Bez problemu daję się brać na ręce, wchodzę dzielnie do transportera. Bardzo mi zależy na człowieku i bardzo bardzo proszę o kochający dom dla mnie.
 
Pozdrawiam, Muriel

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

BŁAWATEK

KOCUR BŁAWATEK OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
DLN. WOLIERA

Krótka ściąga:
- delikatny, trochę płochliwy kocurek
- testy FIV i FELV negatywne

 Cześć, mam na imię Bławatek.
Troszkę jestem jak ten sympatyczny polny kwiatek właśnie: delikatny, trochę niepozorny, ale jak się dłużej przyjrzeć – unikalny i godny uwagi. Przyjechałem tutaj w kwietniu tego roku, solidnie poturbowany po wypadku komunikacyjnym, z kilkoma złamaniami, w tym żuchwy i kości piszczelowej. Teraz jest już jednak dobrze, poskładali mnie do kupy i mogę śmigać (choć jeszcze trochę obawiam się dzikiego hasania, wiadomo).
 
Kocurem jestem bardzo sympatycznym i łagodnym. Na nowe otoczenie reaguję dystansem i obawą, choć zupełnie nie objawia się to agresją, ot, włączam tryb „wypłosza” i na ugiętych łapkach sunę w stronę miejsca, w którym będę mu się skryć i obserwować wszystko z bezpiecznego schowka. W moim nowym domu też pewnie nie będę śmiało, z uniesionym ogonem eksplorował nowych kątów od razu, musisz dać mi czas. Wrażliwy jestem, no co.
 
Bez problemu daję się brać na ręce, wiem do czego służy transporter, jestem spokojny i raczej zrównoważony, choć z silniejszymi bodźcami to wiadomo, ostrożnie. Nacierpiałem się ostatnio, to już uważam, że dosyć. Młody jestem, urody niewątpliwej, to chyba nie będzie problemu, bym ten bezpieczny, kochający dom zaraz szybko znalazł, co? No, też tak sądzę!
 
Pozdrawiam, Bławatek

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

CLINT

KOCUR CLINT OK. 8 LAT
SZCZEPIENIA : TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA 2 DLN.

Krótka ściąga:
 
 - piękny, charyzmatyczny i dostojny tygrys
 - bardzo przyjazny
 - spokojny i zrównoważony
 - testy FIV dodatni, FELV ujemny

 Cześć i czołem, nazywam się Clint. Clint Eastwood.
 
W bawełnę owijał nie będę i powiem od razu, że WIEM. WIEM, jestem przystojny, obdarzony  wdziękiem i urokiem amanta filmowego, od którego miękną serca (i kolana) dwunożnym. Zakładam więc, że i Twojego serca nie pozostawię obojętnym.
 
W schronisku już 2 lata czekam na swojego człowieka. To długo. Dla kota to bardzo długo, dla ośmioletniego kota bardzo, bardzo długo. A dla ośmioletniego kota z FIV, to już zaiste szmat czasu. Zatem wziąłem sprawy w swoje łapy i postanowiłem się Wam pokazać, bo szkoda by mój urok i czar tak pod korcem był trzymany.
 
Co to FIV, zapytacie? To taka choroba, która sprawia, że jestem mniej odporny na zarazki niż inne koty. Mogę częściej chorować, ale to naprawdę nie wyrok. Dobra karma, niewychodzący dom, stała opieka weterynaryjna i powinno być wszystko pod kontrolą. Nie ma się czego bać, naprawdę.
 
Charakter mam taki, że do rany przyłóż. Dżentelmen w każdym calu. No, może do momentu, gdy mnie nie weźmiesz na ręce, bo tego to ja nie lubię. Wtedy robię się troszku łajdak i co prawda nie ugryzę Cię ani Cię nie podrapię, ale będę się tak wił i wyrywał, że w końcu mnie puścisz (silny jestem!). Za to znakomicie chodzę na szelkach! I może nie uwierzysz, ale jak wołają do mnie „chodź tu!”, to ja przychodzę, jak kundel jakiś. Sam nie wiem, skąd mi się to wzięło, no ale tak mam. I tak sobie teraz na koniec myślę, że może już niedługo właśnie ktoś przyjdzie tutaj do schroniska i powie do mnie „chodź tu, Clint, do domu pójdziemy”. Bym bardzo chciał.
 
Więc czekam. I pozdrawiam. Clint

Opis przygotowany przez wolontariat

SNAKE

KOCUR SNAKE OK. 2 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO

krótka ściąga
- kontaktowy, młody kocur
- akceptuje szelki, ostrożny w eksploracji
- wynik pozytywny testu na FIV (wirus nabytego niedoboru immunologicznego kotów)

Cześć, jestem Snake i jestem trochę jak filmowe wcielenia Humprey’a Bogarta – pozorny twardziel o stoickim spojrzeniu z miękkim serduchem w środku. Ogólnie żyję więc wedle maksymy „być ponad to”, a spotkała mnie w moim krótkim życiu niejedna przygoda. Do Schroniska trafiłem w marcu tego roku i dość szybko nauczyłem się tutaj funkcjonować. Znaleziono mnie przy ulicy Batorego i najpierw musiały zająć się mną schroniskowe panie weterynarz, bo miałem bliskie spotkanie z wężem. Wykaraskałem się z tego, bo jestem silnym kocurem, ale mam jedną zdrowotną komplikację. Zdiagnozowano u mnie FIV, czyli wirus nabytego niedoboru immunologicznego kotów. Brzmi może trochę groźnie, ale od razu powiem, że to nie wyrok, a jeśli macie wątpliwości, czy adopcja kota takiego jak ja jest bezpieczna, dopytajcie o szczegóły weterynarzy w Schronisku.
Jestem kocurem szanującym swój czas i lubię się lenić. Niemniej, jak proponują mi tutaj nową przygodę, to ruszam śmiało. Szelki i spacery opanowałem, choć oczywiście jestem ostrożny w eksploracji i bacznie obserwuję świat, zanim w niego wskoczę. Mam też łagodne oblicze, bo lubię głaskanie i odnajduję się w towarzystwie człowieka. Tylko pamiętaj, jeśli przesadzisz w przymilaniu się, dam ci jasno do zrozumienia, że mam dość. Do rękoczynów się raczej nie posuwam, wolę sarkastyczne, zdecydowane warknięcia, jak Bogart.
Czekam na kogoś, kto przyjdzie, pozna mnie i stwierdzi, jak z filmowego cytatu, że to może być początek pięknej przyjaźni i że zawsze będziemy mieć swoją kanapę do wspólnego wylegiwania się lub oglądania starych filmów. Zapraszam na spotkanie do Schroniska. Znajdziecie mnie w biurze.
Pozdrawiam Snake.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

QUERY

KOTKA QUERY OK. 2 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO

Krótka ściąga:
 
 - spokojna
 - lubi drzemkę na słoneczku i ludzkie kolana
 - jest po urazie miednicy, wskazany umiarkowany ruch
 - FIV i FELV: negatywne

 
Dzień dobry, mam na imię Query, co w języku angielskim oznacza „pytanie”.
 
Czy rzeczywiście jestem taka zagadkowa? Mgłą niepewności na pewno są owiane okoliczności, w których trafiłam najpierw do lecznicy, a potem tutaj do Schroniska. No bo jak to się dzieje, że młodziutka, domowa kotka ulega tak poważnemu wypadkowi? Dlaczego jest tak poturbowana, tak cierpi? Dlaczego ludzie nie pilnują swoich pupili? Dlaczego wystawiają swoje zwierzęta na ryzyko i ból? Na te pytania nie umiem sobie odpowiedzieć. Wy umiecie?
 
Faktem jest niezaprzeczalnym, że musiałam długo lizać rany.  Złamana kość biodrowa, przerwanie kręgosłupa w okolicy kości krzyżowej, rana na boku na kości miedniczej. Brzmi okropnie, niewiele zapewne brakowało, bym stała się kocią inwalidką. Szczęśliwie do tego nie doszło, czuję się już dobrze, choć na razie muszę uważać z ewentualnym kicaniem czy podskokami – umiarkowany, spokojny ruch w zupełności mi wystarczy. W chwili obecnej wcale zresztą nie tęsknię za kocięcymi breweriami – moje ciało zbyt wiele pamięta…
 
Nie chciałabym jednakże uchodzić jedynie za poharatane nieszczęście. Jestem młodziutka i mam nadzieję, że lata, które są jeszcze przede mną pozwolą mi zapomnieć o złych doświadczeniach. Preferuję spokojne leżakowanie w wygodnym miejscu i jeśli będzie mu towarzyszyć głaskanie i ciepło ludzkiej ręki, to dodatkowo dam znać wyraźnym mruczeniem, że ten stan rzeczy mi się podoba i pragnęłabym dłużej w nim pozostawać. Jestem łagodną kotką, dość zgodną, czasem potrafię pomamrotać pod nosem, gdy próbujesz mnie przekonać, do czynności, której nie planowałam, ale raczej jestem otwarta na negocjacje. Ze mną jak z dzieckiem – po dobroci wszystko! Ostatnio nawet dałam się przekonać do zabawy i wiele wskazuje na to, że powoli zaczynam się i w tej kwestii rozkręcać!
 
Szukam BEZPIECZNEGO domu, który nie narazi mnie na ponowne cierpienie i strach. To dla mnie bardzo ważne. Jestem jeszcze młodziutka, więc jak najbardziej chętnie stałabym się członkinią większej rodziny, z dzieciakami włącznie, czemu nie, ale ostrożnymi i nauczonymi, że zwierzaki to nie pluszaki. Więc czekam i wypatruję z nadzieją, że na wszystkie moje pytania wkrótce znajdzie się satysfakcjonująca odpowiedź.
Pozdrawiam, Query
ADOPCJA PO KONSULTACJI ZE SCHRONISKOWYMI LEKARZAMI WETERYNARII

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska

AVATAR

KOCUR AVATAR OK. 3 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA DLN.

Krótka ściąga:

 - kochany i mruczący, kocha ugniatanie łapkami

 - wykazuje dużo cierpliwości przy zabiegach pielęgnacyjnych

 - dobrze żyje z innymi kotami

 - cierpi na chroniczne infekcje zatok

 - testy FIV, FELV negatywne

 - adopcja możliwa po konsultacji z lek. weterynarii


 

 Dzień dobry, jestem Avatar.

 Każdy z Was, kto oglądał słynny film Jamesa Camerona (lub choćby widział zdjęcia czy zwiastun) nie powinien mieć wątpliwości, skąd wzięło się moje imię.

 Z tym, że mój pyszczek taki dziwny, z noskiem szerokim, to nie jest efekt zmyślnej charakteryzacji. Niestety, Oscara z tego nie będzie… Ja już tak mam od zawsze, od grzdyla małego, w takim stanie tu trafiłem. To efekt zaawansowanej choroby zatok. Może to genetyczne, tak tu podejrzewają nasze panie doktor.  Tak, czy siak – choruję. Smarkam, furczę, miewam gorsze dni i zjazdy chorobowe, że trzeba mnie lekami i zabiegami wspomagać. Z tego wszystkiego to znielubiłem już zastrzyki i inne takie, no bo ileż można…

 Chociaż bida ze mnie taka okrutna, taki przypadek dziwny, to przecież nie znaczy, że ja domu nie potrzebuję. Potrzebuję! I to bardzo, okropnie potrzebuję! Po pierwsze – dom to codzienna, stała troska i koncentracja na moich zdrowotnych potrzebach. Jest szansa, że ulgę i poprawę mojego stanu przyniosą mi regularne inhalacje. Już je tu w schronisku rozpocząłem, ale w domu, wiadomo, byłoby to znacznie częściej… Zabiegi te znoszę godnie i z ufnością, choć przecież miałbym prawo przestraszyć się burczącego nebulizatora i kłębów pary odpalanych w moim kierunku, jak w jakimś kiepskim filmie grozy….

 Po drugie, tak niesamowicie ufny, otwarty, spragniony uczucia ze mnie gość. Biegnę do każdego jak psiak na zawołanie, łaknący uwagi i pieszczot. Pan fotograf to nawet żartował, że jeszcze chwila i się komend nauczę! Miałbym Tobie tyle do zaoferowania – radosne powitania po powrocie do domu, pełne pasji ugniatanie łapkami, kolan ogrzewanie, mruczenie przy uchu, przyjaźń i oddanie po kres.

 Ja wiem i widzę, że nie wyglądam ładnie. Ja nawet czasem ładnie nie pachnę. Na Instagrama mnie raczej nie wstawisz, znajomym się nie pochwalisz, lansu Ci nie zapewnię. Ale – na dnie mojego kociego serduszka liczę, że to nie ma dla Ciebie znaczenia. Że jest w Tobie coś, co pozwala Ci patrzeć głębiej, myśleć inaczej, i że właśnie to coś pozwoli Ci przyjechać tu z transporterem pewnego dnia i odmienić na zawsze moje życie.

 Czekam.

 Avatar.


 

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska.

WAMPIREK

KOCUR WAMPIREK OK. 10 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
DLN. WOLIERA

Krótka ściąga: - niezwykle rozmowny

 - łagodny, kontaktowy olbrzym

 - testy: FIV pozytywny, FELV negatywny


 Cześć, to ja, Wampirek.

 No takie sobie imię tu dostałem. Ale, ludzie, bez obaw: ja to raczej Waszych kanap pragnę, Waszych uścisków, Waszych miseczek dobrej karmy pełnych, a nie Waszej krwi , niepotrzebna mnie ona na nic.  Trafiłem tu ponad rok temu z Oliwy i szczerze mówiąc to raczej mnie ktoś uszkodził niż ja jego, miałem  bowiem rozerwany język i zerwane jego wiązadełko. Krótko mówiąc, po przejściach jestem facet.

 Bardzo jestem tu lubiany. Wcale się nie dziwię – pogadać ze mną można o wszystkim! Gęba mnie się nie zamyka, zawsze znajdę sobie temat do dyskusji, a moje “miau” przeróżne ma odcienie! Co robić – milczkiem nie jestem i w moim nowym domu chciałbym spotkać Kogoś, z kim można wymienić opinie na każdy temat i kogo moja gadanina nie znudzi i nie zmęczy. Inteligentnych ludzi na tym świecie nie brakuje, toteż nie tracę nadziei, że znajdę kompana do owocnej rozmowy i zwierzeń w długie, spokojne wieczory.

 Chciałbym tu zaznaczyć, że moje bytowanie na ulicy nie zakończyło sie zbyt korzystnie dla mojego zdrowia: w tym okresie ktoś mi sprzedał niefajnego wirusa, czyli FIV. Co to znaczy? Znaczy to, że mam niższą odporność niż inne, zdrowe koty. Nie powinienem być wypuszczany na zewnątrz. Trzeba mnie dobrze karmić. Trzeba o mnie bardzo dbać, regularnie mnie badać, ograniczać mi stres. I to właściwie wszystko. Koty z FIV mogą żyć równie długo, jak inne koty, pod warunkiem oczywiście, że będą należycie zaopiekowane. Raczej, dla pewności, powinienem być jedynym kotem w domu, mogę również zamieszkać z innym “FIV-kiem”, czemu nie, w kupie raźniej.

 Nie to, żebym się jakoś super reklamował, ale poza wiekiem (jestem dojrzałym facetem) i tym wirusem paskudnym to ja Kot Ideał jestem. Miziak naręczny, mruczek donośny, jak mruczę to aż śpiewam, tak mi gardziołko z ekscytacji wibruje. Jestem kontaktowy, przyjazny, fajny i cudny, tylko inni tez muszą mnie zobaczyć, więc każde udostępnienie jest dla mnie na wagę złota, bo przybliża mnie do wymarzonego na stare lata Domu.

 To jak będzie, Człowieku? Przygarniesz mnie? Udostępnisz innym?

 Pozdrawiam, zupełnie nie krwiożerczy Wampirek


OPIS PRZYGOTOWANY PRZEZ WOLONTARIAT SCHRONISKA

 

OLIWKA

KOTKA OLIWIA OK. 4 LATA
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BIURO
 
 
“Mówią tu na mnie Oliwka i choć w życiu nie widziałam oliwek, to ponoć mam takie oliwkowe oczy, hipnotyzujące i mądre. W papierach mam też drugie imię – Otylia, że to niby znaczy wojowniczka. No z tym to się zgadzam w 100%. Świetnie sobie radziłam jako dokarmiana kotka wolno bytująca, aż w 2015 roku jakiś człowiek z samochodem na mnie wpadł.Ta przeklęta kraksa z autem spowodowała, że mam częściowo uszkodzony rdzeń kręgowy i nie kontroluję wypróżniania, czyli mówiąc wprost – jeśli zrobię wam kupę na dywanie, nie możecie mieć do mnie pretensji. To naprawdę nie ode mnie zależy. Ciężko mi też ubrać pieluchę, bo w wypadku straciłam ogon, ale może dałabym się namówić na to w warunkach domowych. Z dobrych wieści to powiem wam, że wypadek nie wpłynął znacząco na moją motorykę. Uwielbiam spacery, instynkt łowny aktywizuje mi się na widok ptaka czy muchy no i świetnie chodzę na szelkach. W tym to jestem totalną gwiazdą. Ludzie ze schroniska są tacy tym zachwyceni, że zabierają mnie na wszystkie niemal akcje promocyjne, gdzie nie straszny mi przejazd samochodem, tłum ludzi, czy otwarta przestrzeń. Dzięki temu pomogłam znaleźć domy wielu moim psim i kocim kompanom. Chyba zgodzicie się więc, że teraz czas na mnie? Siedząc tak i obserwując świat z tej kociej klatki stwierdzam, że lubię ludzi. Nie na tyle, by pakować im się na kolana czy o zgrozo pozwolić się nosić i głaskać kiedy i gdzie tylko sobie wymyślą, ale lubię pieszczoty i głaski i często sama się ich zdecydowanie domagam. Tylko miej człowieku trochę wyczucia i jak machnę ci łapą ostrzegawczo, to wiedz, że już wystarczy. Inne koty mnie trochę denerwują, fukam na nie, ale nie rzucam się, bo przecież mam swoją godność. Psy to zło – ale nie patyczkuję sie z nimi, cios w nos i relacje ustawione. W sumie to tyle w swoim krótkim życiu przeżyłam i tak szybko adaptuję się do nowych warunków, że pewnie odnalazłabym się zarówno w domu z ogrodem, jak i w mieszkaniu, gdzie część czasu musiałabym być w kojcu. Jeśli macie jakąś willę w Hiszpanii lub innym ciepłym kraju, jadę w ciemno, bo uwielbiam się wygrzewać, tarzać w piachu, podgryzać trawkę i leniuchować w słońcu. Ale tak zupełnie poważnie, to szukam po prostu kochającego domu i człowieka, który ma wielkie serce do zwierzaków, dla których los i inni ludzie nie byli łaskawi. Zapraszam do schroniska, znajdziecie mnie w biurze.”
Pozdrawiam, Oliwka.

Opis przygotowany przez wolontariat schroniska
Adopcja po konsultacji ze schroniskowym lek. wet.
Zostałam objęta wirtualną adopcją przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 17 “Hetmanka” w Gdańsku. Dziękuję.

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.