PRACOWNICY SCHRONISKA ŻYCZĄ WSZYSTKIM PAŃSTWU:
ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I POGODNYCH :) ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

_MH74741-kopia

FIKUS

KOCUREK “FIKUS” OK. 6 M-CY
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
BIURO
 
“No dzień dobry, cześć i czołem! Miałem pozować do fotki z moim towarzyszem i przyjacielem Frankiem, ale on się wstydził i nie chciał. “No, nie wygłupiaj sie, stary, nie pękaj” – mówiłem mu, ale on że nie i nie. No trudno. Jesteśmy dla siebie jak bracia, więc będę mówił za nas obu. W końcu to ja jestem ten odważniejszy. Trafiliśmy tutaj do schroniska jako dwa małe grzdyle, trochę dzikawe, przestraszone i chorujące. Długo się leczyliśmy na różne przypadłości , ale teraz jesteśmy już obaj gotowi do adopcji – i fizycznie, i psychicznie. Najchętniej poszlibyśmy do domu razem, bo bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. Wspólnie się bawimy, śpimy przytuleni, a ile bezsennych godzin spędziliśmy na pogawędkach na uszko, jak to nam będzie w tym nowym domu, to już nikt nie zliczy! Jesteśmy pięknymi, młodymi, uroczymi kotami – ja jestem, jak widzicie, niemal całkowicie czarny, a Franuś pochlapał sobie chyba czymś futerko, bo ma biały elegancki żabocik i takież buciki. Wspaniale reagujemy na ludzi, na inne koty, najpewniej dogadamy się także z psami, bo mamy tu styczność ze szczekającymi towarzyszami. Przepiękny z nas duecik, a gwarantuję, ze w nowym, oby wspólnym, domu mój kompan Franuś się ogarnie i ośmieli. Już moja w tym głowa! To co? Czekamy na Was!” Pozdrawiam, Fikus.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

ŁAPEK

KOCUREK “ŁAPEK” OK. 3 M-CE
SZCZEPIENIA: TAK
BIURO
 
“Otwierają klatkę, hurra, hurra! Ciekawe, co zamierzają – chcą się pobawić, świat pokazać, na spacer zabrać? Ojej, a może już do domu? A nie, jednak mówią, że póki co idę na sesję zdjęciową, aby moi ludzie mnie szybciej wypatrzyli i żebym jeszcze przed Świętami komuś przyniósł masę szczęścia ( a to czarne koty potrafią najlepiej!). Więc dobrze, zapozowałem. Na zdjęciu na pewno widzicie, że coś mam z prawą łapką. Nie, to nie Photoshop. To dziwne wygięcie to po prostu brak jednej z kości przedramienia. No, nie wyrosło coś, ojej, wielka sprawa. Jeśli myślicie, że to mi w czymkolwiek przeszkadza, to się mylicie, i to bardzo. Dowód? Dałem dyla tym dwojgu, co mnie tam na sesji „obsługiwali”. Refleksu im zabrakło, a ja wbrew pozorom szybki jestem koleś i ruchowo sprawny. Bawić też się lubię, na pewno polubię bieganinę za wędką, skrawkiem papieru, plastikową nakrętką, czy co tam mi pod łapki wpadnie. No i “miziak” ze mnie, że hej! Bierzesz na ręce i mruczę, aż echo idzie. No – to jak będzie? Urocza, puchata, atramentowoczarna kulka z bursztynowymi oczami czeka na dobry dom i miłość. Najlepiej od zaraz. I już na zawsze.” Pozdrawiam, Łapek.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

 
 

KAKTUS

KOCUR “KAKTUS” OK. 6 LAT
SZCZEPIENIA: TAK
KASTRACJA: TAK
WOLIERA
 
“Przyszła do woliery, pogłaskała, za uchem podrapała, przyjrzała mi się bliżej i mówi: „Ty jesteś Kaktus”. No zbaraniałem. Nie nadążam za tą dziewczyną, gdzie Kaktus, jaki Kaktus? Miły jestem, “tulaśny”, w ogóle nie “kłujący”. No ale niech jej będzie, takie imię jest wszak lepsze niż żadne. A przybyłem tu do schroniska w maju jako kot bezimienny i bez przeszłości. Ot, taki miejski “bezdomniak”. Pewnie miałem kiedyś swoich ludzi, bo jestem w pełni „obsługiwalny” – rączki, szelki, transporter, te sprawy. Pomieszczenie zamknięte, którego wcześniej nie widziałem, a gdzie miałem sesję zdjęciową też zniosłem spokojnie i z godnością. Ale … zastanawiam się, czy ktoś taki jak ja ma jeszcze szansę na dom: niemłody (dają tu mi tu ok. 6 ), niepiękny (po moich oczach widać przebytą chorobę), z wystającymi trochę górnymi kłami? Do tego czarny, a czarne koty nie cieszą się wśród adoptujących wielkim wzięciem. Ona mi mówi jednak, że jestem fajny i żebym nie tracił nadziei. To nie tracę. I czekam. Pozdrawiam, Kaktus.
(opis przygotowany przez wolontariat schroniska)

SZELMA

 

 

IWA

SUCZKA IWA OK. 1 ROK 616004900210850
WIELKOŚĆ: PONIŻEJ ŚREDNIEJ
SZCZEPIENIA: TAK
STERYLIZACJA: TAK
BOKS: 1
 
“Cześć,
do schroniska trafiłam 13 marca tego roku. Błąkałam się bez opieki po dzielnicy Gdańsk – Chełm. To był pierwszy raz. Następnie trafiłam do nowego domu, ale niestety pozostawiona sama na kilka godzin dokonałam zniszczeń i została tu oddana z powrotem. Przypuszczalnie problem lęku separacyjnego był przyczyną pierwszego porzucenia. Owszem jestem bardzo sympatyczną, przyjacielską suczką, która akceptuje inne psy, dzieci, ale niestety na dzień dzisiejszy nie jest w stanie zapanować nad frustracją wynikającą z pozostawiania mnie samej. Do tego trzeba dołożyć jeszcze załatwianie potrzeb fizjologicznych w domu. Generalnie od początku zostałam skrzywdzona, bo ktoś zupełnie zaniedbał moją prawidłową socjalizację, a rozwiązaniem tego problemu było porzucenie mnie. Jestem młodym psiakiem, którego ogromnie skrzywdzono. Potrzebuję pomocy, potrzebuję opiekunów, którzy będą świadomi, że czeka ich mnóstwo pracy nade mną. Ale warto dać mi szansę i nie skazywać na kolejne lata pobytu tu w schronisku, tylko dlatego, że człowiek potrafi być tak nieodpowiedzialny.” Pozdrawiam, Iwa.

Napełnij miskę

Możesz wpłacić dowolną kwotę lub wesprzeć nas w inny sposób

Strefa dzieci

Zapraszamy do zabawy
Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Więcej informacji znajdziesz tutaj.