Ułatwienia dostępu

Search

SPROKET

DSC_9478-Edit

PIESEK SPROKET OK. 8 LAT 616093900208867 (218/18)

WIELKOŚĆ: PONIŻEJ ŚREDNIEJ

SZCZEPIENIA: TAK

KASTRACJA: TAK

BOKS: 13

SZYBKA ŚCIĄGA:

– zna podstawowe komendy

– bardzo słabo widzi, wymaga wsparcia w poruszaniu się w nowym otoczeniu

– jest miły do mijanych psów, mógłby zamieszkać ze stabilnym rezydentem

– jest zasobowy, potrafi bronić jedzenia i zabawek

– nie znosi zabiegów pielęgnacyjnych

Profil przygotowany przez wolontariat schroniska.

Dzień dobry,

jestem Sproket, bo w wersji pełnofutrzastej wyglądam jak pies Sprocket z Fraglesów. Nie wierzycie? Sprawdzcie, wystarczy wygooglować. Co prawda chodzą plotki, że mój pierwowzór był wielkim mądralą, a ja jestem ciut mniej lotny, ale łączy nas jedno – kochamy człowieków! I to tak fest, na umór i do wypęku. Do tego stopnia miłuję rodzaj ludzki, że bardzo się dlań zmieniłem. Bo muszę się Wam do czegoś przyznać – ja już miałem dom, ale ktoś nie zrozumiał, że na ma moje zaufanie trzeba sobie zasłużyć, a pewne rzeczy przećwiczyć, no i skończylo się to… boleśnie. Dla nas obojga. Nie umiem sobie do końca poradzić z emocjami i czasem mój mały rozumek woli działać niż myśleć. Dziś jestem dojrzalszy i ciut spokojniejszy, więc jeśli będziesz przestrzegać pewnych zasad, to powiniśmy się dogadać.

Po pierwsze primo – bronię zabawek jak niepodległości! Jeśli gdzieś dorwę nieopatrznie porzuconą piłkę, szmatkę, gryzak, cokolwiek, rzecz ta jest moja i za nic nie oddam. No dobra, czasem oddam za coś pysznego, albo porzucę zafascynowany jakimś zapachem, ale nie działam na hasła „puść” czy „oddaj”. Więc lepiej nie zostawiaj mi nic w zasięgu mego przepastnego pyska.

Po drugie primo – micha rzecz święta! Jak pies je, to człowiek mu w paśniku nie gmera. Bo może stracić ciągłość tkanek na paluszku albo dwóch. I tu już jest lepiej niż lata temu – pozwalam zaufanym wolo-ciotkom i wujkom zabrać niedojedzony obiad, nawet niekoniecznie pustą. Ale wypracowaliśmy to sobie, oni szanują moje potrzeby, a ja ich ręce. Wszak jak im odgryzę kończyny, to mnie na spacer nie wezmą, proste. A właśnie, jak już przy rękach jesteśmy – umiem pobierać ciastki z dłoni, lubię tę formę nagradzania.

Wreszcie po trzecie primo-ultimo – nie tykaj Sprokeciej sierści na daremno! Czyli nigdy. Albo ewentualnie szybko i odwracając uwagę pysznymi smaczkami. Noż nie znoszę, jak ktoś mi kudły szarga byle szczotą. To co widzicie na zdjęciach, to niestety efekt tej niechęci do czesadeł wszelakich – wzięły mnie ciotki sposobem (i sedacją) ogoliły, bo kołtuna zahodowałem wybitnego i już mi trochę niewygodnie było.

No tak, mniej fajne rzeczy już o mnie wiesz. A z tych fajnych to powiem Ci w sekrecie, że nie znajdziesz wdzięczniejszego towarzysza spacerów! Naprawdę, na smyczy chodzę idealnie, ciągle sprawdzam, czy dalej jesteś na jej końcu, jak się zaplączę, to bez Twojej pomocy umiem się wyplątać. No i zawołany melduję się przed Tobą w pięknym siadzie. Tak pięknym, że natychmiast zechcesz szczodrze sypnąć smaczkami.

Ach, no i lubię towarzystwo innych psów. Spacerowe, zabawowe, ćwiczeniowe… Choć w wielu kwestiach przykładem nie świecę, to psie relacje i społeczne zachowania mam w małym pazurku.

Przeczytane? Nie za dużo literek? Jak nie, to telefon w łapkę i dzwoń umawiać się na wizytę zapoznawczą. Nic się nie martw, mam tu spory fanklub i na pewno ktoś zechce Tobie o mnie więcej powiedzieć na żywo.

Pozdrawiam,

SPROKET